O tym co przeczytałam i co zapadło mi w czytelniczą pamięć.
Blog > Komentarze do wpisu

Konkurs :)

 

Drodzy moi, jakiś czas temu obiecałam Wam konkurs. Pomysł na jego tematykę zrodził się po mojej wygranej na Lubimy czytać w ramach konkursu na recenzję tygodnia ("Chłopiec w pasiastej piżamie" John Boyne).
Lubię szczęście wysyłać świat i lubię się śmiać. Chciałabym byście dali mi do tego powody. :) Zacznę jednak od nagrody.

Nagroda do wyboru z poniższej listy:

"Uwikłanie" Zygmunt Miłoszewski

"Strefa cienia: Trzy lata z psychopatą - historia prawdziwa" Wiktoria Zender

"Umierający dandys" Mari Jungstedt

"Światła pochylenie" Laura Whitcomb

"Listy z jeziora" Agnieszka Korol

"Szczęściara" Alice Sebold


Główna zasada konkursu:

Opiszcie mi jakąś sytuację ze swojego życia, która na dobre utknęła Wam w pamięci i w której „popisaliście” się szczytową formą Waszego roztargnienia, gapowatości lub nie najlepszym zarejestrowaniu informacji, które ktoś do Was wysłał (czyli gdy kogoś źle zrozumieliście). :) Im mocniej ktoś mnie rozbawi tym lepiej. Jak wiecie, poczucia humoru są różne (a moje ponoć jest skrzywione ;)), więc to co dla Was było średnio śmieszne, mnie może powalić na łopatki. ;)

Pozostałe zasady:

- Swoje zabawne opisy sytuacji podawajcie w komentarzu pod tym postem, nie zapomnijcie też wpisać swojego nicku i adresu blogu/e-mail. UWAGA! Pomna ostatnich perypetii uprzedzam, że jeżeli ktoś wpisze zły namiar na blog/e-mail to nie wezmę tej osoby pod uwagę. W ostatniej „wygrywajce” pojawiło się kilka źle wpisanych adresów blogowych i musiałam się nieźle „nagimnastykować” by dotrzeć do tego właściwego. Tym razem już nie będę tego robić, więc wpisujcie te dane prawidłowo, proszę.
- W tym samym komentarzu wybierzcie książkę, którą chcielibyście wygrać. Tylko jedną - nie piszcie "tę albo tę" - nie będę za nikogo wyberać.
- Na swoim blogu umieszczamy baner konkursowy. Kod HTML, którego wielkość można dostosować wedle uznania: (gwiazdeczki pomijamy)

**<a href="http://ksiazkowka.blox.pl/2011/07/Konkurs.html"><img border="0" src="http://img594.imageshack.us/img594/5651/14222usmiech.jpg" width="222" height="174"></a>**

- Konkurs trwa od tej chwili do 12 sierpnia 2011r. Ogłoszenie wyników następnego dnia.
- Gdybym miała trudności z wyborem jednej najlepszej wg mnie odpowiedzi, wybiorę kilka „naj” i wśród nich wylosuję zwycięzcę. A może to nie będzie potrzebne? Zobaczymy. :)
- Zastrzegam sobie możliwość przeczytania międzyczasie niektórych tytułów. :)

To chyba wszystko. Jeśli ktoś ma jakieś niejasności proszę pytać. No i czekam na wasze historie. :D

czwartek, 21 lipca 2011, ksiazkowka

Polecane wpisy

  • Przeprowadzka

    Witam ponownie w dniu dzisiejszym. :) Tym razem chcę Wam zakomunikować o mojej, blogowej przeprowadzce. Od dawna zanosiłam się z tym zamiarem, ale dziś podjęłam

  • "Ballada o Januszku" Sławomir Łubiński

    Co można pomyśleć o książce, która ma zakrzywiony blok, lekkie przybrudzenia na rogach i wyblakły tekst na swoich kartach? Zapewne to, że jest to egzemplarz bar

  • Wpis dziękczynno - chwalipięcki ;)

    Dziś wpis krótki, dziękczynno - chwalipięcki. ;) Magda obiecała mi niespodziankę z tytułu nagabywania jej do udziału w konkursie na recenzję tygodnia LC, który

Komentarze
niedopisanie
2011/07/21 11:45:40
Na nic śmiesznego jeszcze nie wpadłam, ale może wpadnę? :) W każdym razie będę do komentarzy pod tą notką na pewno zaglądać, przyda się trochę uśmiechu :)
-
Gość: , *.play-internet.pl
2011/07/21 11:46:32
No cóż, zawsze byłam zdolna, co do tego typu wydarzeń ;) Ale jedno szczególnie zapadło mi w pamięć, może dlatego, że rodzina zrobiła sobie z tego świetną zabawną anegdotkę na rodzinnych spotkaniach i zawsze, kiedy to ktoś opowiada palę buraka ;D W każdym razie było tak: Jako sześciolatka pojechałam z babcią i dziadkiem na wakacje w góry do ośrodka ich znajomego. Posiłki gotowała tam pani domu a ja uwielbiałam się wokół niej kręcić. Kiedy któregoś dnia na obiedzie dostałam bardzo dziwnie,ale również niesamowicie smakujący kompot zapytałam z czego to. W odpowiedzi dostałam "z pigwy". Zdziwiłam się, bo w życiu nie słyszałam o takim owocu. Dopytywałam co to jest, jak wygląda. "Pokażę ci po obiedzie" obiecała mi pani domu. Więc kiedy skończyliśmy jeść a dorośli się zagadali, myślałam, że ta pani zapomniała o obietnicy, więc niczym nie zrażona spytałam: "No, to gdzie rośnie ta piz**?". Wszyscy nagle umilkli, a potem wybuchli śmiechem, zdając sobie sprawę z tego fatalnego przejęzyczenia w moim wykonaniu. Moja babcia szybko mnie poprawiła. Wtedy jeszcze nie rozumiałam co ich tak śmieszy, ale kilka lat później, słysząc tę historię podczas rodzinnego obiadu sama śmiałam się z siebie i moich "zdolności" językowych.

Chętnie weszłabym w posiadanie książki "Światła pochylenie" Laury Whitcomb lub "Listy z jeziora" Agnieszki Korol lub ewentualnie "Polowanie na sobowtóra" Lindy Howard ;)
boska_bestia@onet.pl
-
isadora_5
2011/07/21 11:59:20
Nad wpadką pomyśle, a banerek umieszczam na blogu:)
Pozdrawiam!
-
Gość: Gabrielle_, *.wireless.dyn.drei.com
2011/07/21 12:15:29
Ja że jestem bardzo uzdolnionym w tym kierunku dzieckiem to mogłabym znaleźć wiele takich perypetii ;P Pomyślę nad tą najlepszą, a w konkursie na pewno wezmę udział, te "Listy z jeziora" zbyt mnie kuszą bym mogła przejść obok nich obojętnie ;D Pozdrawiam!
-
Gość: anek7, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/07/21 12:33:28
Powielam to co napisałam u siebie na blogu:)

Najpierw mówię potem myślę. Czasem prowadzi to do sytuacji niezbyt przyjemnych, ale często jest bardzo zabawne. Do historii przeszło moje wezwanie rzucone w pewnej klasie w moim gimnazjum - cytuję:"Dwóch silnych, niekoniecznie mądrych potrzebuję na gwałt w bibliotece!"... Nie miałam na myśli nic zdrożnego - ot, chciałam, żeby przesunąć regał bez wyjmowania z niego książek...

Dodam jeszcze, że klasa w której się "wygłupiłam" już jakiś czas temu ukończyła gimnazjalną edukację, ale byli uczniowie do dzisiaj przy okazji różnych spotkań mniej lub bardziej oficjalnych przypominają tę wpadkę...

A książkę to strasznie trudno wybrać... Może "Umierający dandys"?
-
Gość: anek7, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/07/21 12:36:11
I oczywiście zapomniałam o adresie...
anek7@onet.poczta.pl
-
Gość: , *.play-internet.pl
2011/07/21 13:22:22
Jak przypomnę sobie jakąś historię godną opisania wrócę. A banerek zamieszczam.
-
Gość: AgnieszkaWawka, *.play-internet.pl
2011/07/21 13:26:43
To pisałam ja Agnieszka
-
2011/07/21 19:23:14
Ja to się raczej do konkursu nie przyłączę, bo na chwilę obecną nie przypominam sobie niczego, co mogłoby Cię, Ewciu, rozbawić. Widzisz, ja to taka rozważna i romantyczna i raczej nie z tej epoki, o czym napiszę jutro w recenzji :-) Niemniej jednak, pozostałym życzę powodzenia w losowaniu i rozbawcie Książkówkę do łez :-) Pozdrawiam.
-
ksiazkowka
2011/07/21 19:56:10
Niedopisanie - jak tylko coś Ci się przypomni to wal do mnie jak w dym. :D

Boska - haha, dobre. :) Oj tam, takie maleńkie przejęzyczenie...;) Co do książki, nie ma zmiłuj - musisz się zdecydować na jedną, nie wybiorę za Ciebie. :)

Isadora, Gabrielle - czekam zatem. :) Gabrielle - gdy będziesz wrzucać swoją historię dopisz jeszcze raz, która książka Cię interesuje bym nie musiała szukać. :)

Anek :)

Agnieszko - prawie jak w "Misiu" Barei. ;)

Agnieszko - nie uwierzę, że nic zabawnego nigdy się Tobie nie przytrafiło. :) Spróbuj sobie coś przypomnieć. :)
-
miqaisonfire
2011/07/22 08:48:03
Ja również zgłaszam chęć do zabawy. Z mojego nader śmiesznego życia postaram się wybrać coś najbardziej pikantnego :)
-
Gość: Aneta, *.play-internet.pl
2011/07/22 12:05:20
Pomysł na zabawę fajny i sympatyczny, ale muszę pomyśleć nad czymś zabawnym :)
-
miqaisonfire
2011/07/22 18:18:46
Nie wiem, czy będzie to śmieszna sytuacja, czy raczej tragiczna (ponieważ dla mnie była bez wątpienia tragiczna).
Zostałam zaproszona na urodziny mamy mojego chłopaka. Było to 13 marca, tego roku. Strasznie się cieszyłam, czując takie poczucie więzi rodzinnej z osobami, prawdę mówiąc obcymi. Koszmar zaczął się kiedy usiedliśmy do stołu. To nie tak, że nie mam wbitych do głowy zasad savoir vivru, bo mam! Ale wyszło.. jak wyszło. Mama Olka, pani Ania specjalnie przygotowała takie potrawy, które będę mogła zjeść (bez sera, bez dziwnych warzyw :D). Była tam wprawdzie sałatka z majonezem, którego nie lubię, no ale nie mogę odmówić, głupio by mi było - myślałam sobie. Olek mi ją podał, nałożyłam sobie na talerz odrobinkę, tak w sam raz, żeby nie obrazić Pani Domu i podałam jej miskę. Niestety podałam tak felernie, że miska upadła. Oczywiście w powietrzu wywróciła się do góry nogami i wylądowała.... na sukience Pani Ani... Ja zamarłam w bezruchu. A reszta... reszta wybuchnęła takim śmiechem, na czele z mamą Olka, że ja poczułam się jeszcze głupiej. Olek powiedział, że takiej miny u mnie nigdy nie widział, a cała sytuacja wprawdzie szybko poszła w niepamięć, chociaż chyba nie do końca, bo teraz Olek odbiera ode mnie każdy talerz... :D

Książka: "Umierający dandys" Mari Jungstedt
Blog: miqaisonfire.wordpress.com
E-mail: x.miqa.x@hotmail.com
-
Gość: , *.xdsl.centertel.pl
2011/07/22 21:10:16
Byłam uczestnikiem w wielu zabawnych historiach, ale myślę że ta jest najlepsza ;).
Mój ojciec lubi spać w bieliźnie, a nie w piżamie. Więc któregoś dnia (jak miałam ok.5 lat) tata jak zwykle spał w majtkach, nie ubierając się wyszedł z sypialni. Spotkałam go na korytarzu i z przerażeniem pobiegłam do mamy krzycząc: Mamo, tata zrobił kupę w majtki, ale z przodu! Oczywiście oboje strasznie się roześmiali, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że historię tę znają już chyba wszyscy moi znajomi za sprawą mojej kochanej mamy!

Książka: Światła pochylenie Laura Whitcomb
Bloga niestety nie mam.
Mam nadzieję że wystarczy na chomiku:
chomikuj.pl/bozydarczyslawa
email: ulka-1969@wp.pl
-
Gość: Agnieszka, *.dsl.dynamic.t-mobile.pl
2011/07/23 20:14:53
Wczoraj umówiłam się z moim przyjaciólkami w herbaciarni w naszym mieście. Jest to znane miejsce wśród randkowiczów, którzy chętnie je wybierają ze względu na panującą tam wyśmienitą atmosferę i klimat, który udało się stworzyć właścicielom. Przyszłam wcześniej, zajęłam więc stolik, a ponieważ nie było jeszcze moich gości, więc wyjęłam książkę (!), zaś na stoliku leżała róża dla mojej przyjaciółki, której urodziny miałyśmy świętować. Wyobraźcie sobie, jakie było moje zdziwienie, gdy nagle podszedł do mnie pewien przystojniak i zajął miejsce koło mnie! Przedstawił się jako Artur i stwierdził, że na pewno mam na imię Ania. Kiedy zaprzeczyłam, zdziwił się i zaczął opowiadać nam naszą "historię", jak to poznaliśmy się na portalu randkowym i postanowiliśmy wreszcie się spotkać. Moje oczy robiły się coraz większe (zwłaszcza gdy napomknął o śmiałych zdjęciach ze swoim udziałem), a ja nie wiedziałam, jak wybrnąć z sytuacji, bo na horyzoncie pojawiła się prawdziwa Ania! Gdy zobaczyła Artura w akcji ze mną, rzuciła swoją różę i uciekła. Chłopak wtedy zorientował się, że popełnił błąd i też uciekł przepraszając mnie w biegu. Minę musiałam mieć nietęgą, kiedy pojawiły się dziewczyny, bo od razu zasypały mnie pytaniami, co mi jest i czemu jestem taka blada. Ja zaś zaczęłam powoli snuć swoją historię, popijając moją ulubioną zieloną herbatę...

Książka: "Umierający dandys" Mari Jungstedt
Blog: mojaksiegarnia.blogspot.com
adres: agulka@blaster.pl
-
Gość: Agnieszka, *.dsl.dynamic.t-mobile.pl
2011/07/24 10:22:43
Banerek właśnie dodałam. Z lekkim opóźnieniem, ale liczy się efekt :) Pozdrawiam!
-
ksiazkawmiescie
2011/07/24 16:29:56
jako dziecko robiłam wiele dziwnych rzeczy (jak każdy): np. w celu udowodnienia, że dopiero co zdjęte z palnika grzyby wcale nie są gorące włożyłam w nie stopę i przetrzymałam tyle, ile się dało... miałam wtedy jakieś 4 lata. Innym razem zobaczyłam truchtającą stonkę "O, stonka chodzi." zauważyłam, po czym zdusiłam ją stopą niczym papierosa "już nie chodzi" - oświadczyłam tryumfalnie. Też około 4 lat.

Jednak mnie do tej pory najbardziej śmieszy jedna historia. Pewnej nocy poszłam totalnie zaspana do kuchni napić się wody. Wracając usłyszałam bardzo dziwne dźwięki, coś sapało w korytarzu. Z sercem na ramieniu wychynęłam zza rogu i... zaczęłam wrzeszczeć przeraźliwie na widok białej postaci, którą tam ujrzałam. Postać też zaczęła wrzeszczeć... głosem mojej siostry...

chętnie przeczytałabym Światła pochylenie :)

ksiazkawmiescie.blogspot.com
mandae@o2.pl

a bannerek wisi :)
-
Gość: , *.play-internet.pl
2011/07/24 16:39:25
w takim razie chętnie weszłabym w posiadanie "Światła pochylenie" ;)

boska_bestia@onet.pl
-
Gość: hordubal, *.dynamic.gprs.plus.pl
2011/07/24 17:36:02
Witam,tez barzdo chętnie wezmę udział. Moja historia może kogoą rozbawi.Kiedys przebywałam w Czechach i pracowałam tam w ambasadzie.Codzienna praca,tłumaczenia artykułów.Ale wszystcy tego pamiętnego dnia żyli myslą,że odwiedzą nas wspaniali goście z Polski m.in.W.Bartoszewski.Bardzo cieszyłam się na sama myśl o tym spotkaniu. Tego dnia szłam sobie spacerkiem do pracy i już z daleka widziałam jakieś zamieszanie przed budynkiem ambasady.Pomyślała,że pewnie czekają na gośći i w tym momencie....wpadłam na samochód rządowy z p.Bartoszewskim i od razu zostałam obezwładniona przez ochronę. Nie wiedziałam do końca co się stało.Całe szczęście wszystko się wyjaśniło. Pozdrawiam serdecznie,Hordubal,uam20@wp.pl

Wybieram książkę "Światła pochylenie"
-
cyrysia
2011/07/25 09:40:45
Ja najbardziej szalone i głupie rzeczy robiłam mając ,,naście'' lat. Oj to były czasy. Teraz śmieje się ze wspomnień, lecz wtedy nie było mi tak do śmiechu...
Pamiętam jak już powoli wkraczałam w ,,niby dorosły wiek, bo miałam ,,już 15 lat, więc cały świat należał do mnie. Nie słuchałam się nikogo i szczególnie z moim ojcem, wchodziłam w słowne konflikty. Wbrew jego zakazom, zaczęłam chodzić na tzw. wiejskie zabawy. . Najbardziej w pamięć zapadła mi piesza wyprawa z koleżanka Anią na dyskotekę. Którejś soboty poprosiłam tatę ,żeby zawiózł mnie i Anię na dyskotekę. Kategorycznie nie zgodził się ,twierdząc że jesteśmy jeszcze za smarkate i że czyha na nas wiele niebezpieczeństw. Zdenerwowałam się i oznajmiłam ,że pójdę z moją psiapsiółką pieszo i ,,łaski bez''. Tak więc słowo się rzekło i 7 km. szłyśmy pieszo. Wszystko fajnie ,ale w butach na bardzo wysokich obcasach ( bunt małolatów i próba okazania się dorosłą) ,to trochę ciężko było.. Mimo to z zawziętością i determinacją dotarłyśmy na miejsce. Impreza była udana ,kiedy jednak przyszedł czas powrotu to miny nam zrzedły. Czekała nas wyprawa do domu, czyli kolejne 7km. Zmęczone całonocnym dancingiem, szłyśmy jak ,,byśmy chciały a nie mogły''. Nogi bolały jak diabli. Zdjęłyśmy buty i idąc na boso przeklinałyśmy los. Nagle podjechał samochód a w nim dwóch facetów zaproponowało podwiezienie. My niewiele myśląc ,uciekłyśmy w pole , przekonane, że ich intencje nie są jak najbardziej czyste. Pewnie jacyś gwałciciele i tyle. Nie jesteście w stanie wyobrazić sobie ich min zdziwienia i szoku, kiedy to dwie wariatki uciekają w popłochu w pola a oni chcieli tylko pomóc. Nie wróciliśmy już na szosę, naradziłyśmy się ,że pójdziemy skrótami przez lasek, bo tak będzie bezpieczniej. Miałyśmy dosyć pomocy od nieznajomych. Nie przewidziałyśmy jednego...gorsze od potencjalnych gwałcicieli, mogły okazać się tylko ....dziki !!!! Ponieważ było to lato, aż roiło się od tej zwierzyny. Ja i Ania wlokąc się noga za nogą z uśmiechem rozmawiałyśmy, jakie jesteśmy nieufne i że trzeba było się jednak zgodzić na podwiezienie do domu, bo przed nami jeszcze 2km drogi do domu. Nagle z za krzaków wyłoniły się 3 dziki i ruszyły ...prosto na nas.!!!! Przyznam szczerze ,że niewiele potem pamiętam ,może tylko to że chyba osiągnęłyśmy rekord w szybkości dotarcia do naszych chat. Pomijając fakt , że pogubiłyśmy nasze cudne szpilki, podarłyśmy rajstopy i pozaciągałyśmy sukienki, dostałyśmy nauczkę na całe życie. A nasi rodzice o dziwo, nie gniewali się, za nasze nieposłuszeństwo, tylko się śmiali i śmiali do rozpuku za naszą głupotę . Nam niestety nie było tak do śmiechu....no może teraz tak i tak oto miałam makabryczną lekcje dorosłości

Pozdrawiam serdecznie !!!

Chętnie przeczytałabym : "Polowanie na sobowtóra" Linda Howard
cyrysia.blogspot.com/
krysia2304@buziaczek.pl
-
cyrysia
2011/07/25 10:32:38
Skoro ,,Polowania ..'' nie ma w razie czego wybieram :
"Szczęściara" Alice Sebold
-
Gość: zaczytana-w-chmurach.blogspot.com, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/07/25 15:17:21
Nie przypominam sobie takiej sytuacji, ale nie żeby mi się nie zdarzały :P Wczoraj o 13 powiedziałam do mamy dobranoc... Poza tym jak coś robię to zdarza mi się odpłynąć i np. zamiast odłożyć coś do szafki otwieram lodówkę :P
No to ja zarzucę historyjkę z dzieciństwa:
Bawiłam się kiedyś z prababcią- ja miałam plastikowy pistolet i "strzelałam" a ona "padała". Ale miała już swoje lata i w końcu nieco się zmęczyła, więc powiedziała, że już wystarczy. Ale jak to dziecko... ;) Jak prababcia przestała "padać" to podeszłam do niej, walnęłam ją pistoletem i powiedziałam: "babcia padaj!" Swoją drogą teraz nie wydaje mi się to śmieszne... Biedna babcia oberwała od własnej wnuczki! :P
A jak miałam jakieś 4-5 lat i zapytałam rodziców skąd się biorą dzieci to odpowiedzieli, że z kapusty... Nie byłoby to śmieszne gdyby nie to, że ja potem zaczęłam rozwalać kapustę w poszukiwaniu braciszka :P
zaczytana-w-chmurach
jeśli się kwalifikuję to ;) :
schinzel@buziaczek.pl
"Umierający dandys" Mari Jungstedt
Jeśli o czymś zapomniałam to postaram się poprawić. W końcu roztargniona jestem :P
-
Gość: Beata Bed, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/07/26 12:54:21
Niestety należę do tych, którym coś się zawsze kiedyś zdarzy. Jedyna korzyść to można wziąć udział w konkursie :). Akurat ta historia nie jest z winy mojej bezmyślności, ale za to z morałem. W czasach studiowania, gdy fascynowała mnie geologia i minerały, często weekendy spędzałam w terenie badając jakiekolwiek skałki potrzebnym sprzętem. Nie wiem czy ktoś się orientuje, ale potrzeba do tego młotka geologicznego, lupy i kwasu solnego. Zawsze lubiłam te badania terenowe, no ale od czasu do czasu jeździłam do domu. Należało wszystkich odwiedzić i ogólnie odetchnąć sobie. Razu pewnego po powrocie z domu moja współlokatorka milcząc i patrząc na mnie tak spod byka wykrztusiła, że żyję tylko dlatego, że nie było mnie dwa dni i złość jej przeszła. Szukałam w myślach, ale dalej nie wiedziałam czym jej tak podpadłam.Z jej opowieści wynikało, że już w piątek dręczył Basię katar a w sobotę był nie do wytrzymania. Zażyła wszystko co miała a głowa chciała pęknąć i wtedy zobaczyła u mnie na półce buteleczkę z kroplami do nosa. Nikomu nie muszę mówić, że to był wspomniany lekko rozcieńczony kwas solny :). Zapytałam się tylko czy nadal ma katar, ale co Wam będę opowiadać. Cud, że żyję, moja troska na nic. Katar znikł, ale nikomu tej metody na przeziębienie nie polecam. Jak ktoś chce młotek geologiczny to mogę odsprzedać. Morał: nie grzeb koleżance na półce.
-
Gość: Beata Bed, *.internetdsl.tpnet.pl
2011/07/26 12:56:15
Zapomniałam o tym co mogę wybrać:
Uwikłanie
Jeśli moja historia się nadaje: beatkad1@op.pl
-
Gość: Elizz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/27 01:12:20
A czy może to być historia, która nie przydażyła się bezpośrednio nam, tylko komuś znajomemu lub z rodziny i byliśmy jej świadkami?
-
ksiazkowka
2011/07/27 08:05:26
Elizz - śmiało, podziel się tą historią. :)
-
Gość: Gabrielle_, *.pl
2011/07/27 13:17:51
A więc przyszedł czas na moją historię ;) Jako małe dziecko byłam zafascynowana papierosami. Miałam wtedy może 2-3 latka. Jak tylko widziałam gdzieś paczkę papierosów to od razu otwierałam i brałam po kilka sztuk do ust. Nie było to trudne gdyż w owym czasie wszyscy u mnie w domu palili. Pewnego dnia jak zwykle złapałam na mój radar paczkę papierosów. Zaniosłam ją do salonu na fotel, sama się na niego jakoś wgramoliłam i wyjęłam papierosa. Jako że w paczce znalazły się też zapałki to postanowiłam już do końca wziąć przykład z dorosłych. Odpaliłam więc zapałkę i podłożyłam do papierosa. Jednak zapomniałam o jednej ważnej rzeczy, a mianowicie o tym żeby zgasić zapałkę! w wyniku tego incydentu fotel zaczął się niebezpiecznie zajmować płomieniami. Na szczęście mam była w pobliżu i ugasiła fotel kocem, a mnie stamtąd zabrała. Niestety tamta chwila została uwieczniona na zdjęciu, które jest pokazywane prawie każdemu gościowi który nas odwiedzi a którym tego zdjęcia nie widział. A do mnie przylgnęło określenie "stary palacz" ;P

Historia średnio śmieszna (jak dla mnie) ale goście się ze śmiechu pokładają. Nic innego mi nie przyszło do głowy ;)
Blog: skarbnicaksiazek.blog.onet.pl
Książka: Listy z jeziora ;D
-
Gość: soulmate, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/27 23:25:56
Mam dwie krótkie:
Moja pierwsza historia jest dość świeża, bo ostatnio z moją pamięcią krucho - gdy byłam mała często robiłam za błazna w rodzinie - więc to co napiszę, to epizod z mojej tegorocznej matury.
Gapowatość polegała na tym, że chciałam oszukać komisję. Nie przeczytałam "Pana Tadeusza" do końca, jednak miałam nadzieję, że streszczenie i film wystarczą. Nic bardziej mylnego.
Gdy nadeszła pora pytań szło mi nie najgorzej, do czasu.
- Dobrze, a czy mogłaby nam pani powiedzieć, kim była matka Tadeusza?
Myślałam, że się udławię. Szlag! Ktoś kiedyś coś o niej mówił?!
- Hm... To była chyba ta... Horeszko.
- Nie, niestety nie. Tutaj przecież rodzice się nie zgodzili...
- No tak, czarna polewka.
- Właśnie. Czyli pani nie pamięta?
- Nie, jakoś nie...
Pani, która mnie egzaminowała znała mojego starszego brata i wiedziała, że jestem dobra z chemii (jej mąż to chemik) - chciała mi pomóc:
- To może wie pani, czy Tadeusz był z prawego czy nieprawego łoża.
Czy ona położyła akcent na nieprawego? No jak by był z prawego? Ojciec ksiądz... Zawahałam się, połknęłam gulę która urosła mi w gardle i z przerażeniem wytrzeszczyłam oczy. Bardziej spytałam niż powiedziałam:
- Z nieprawego?
Czułam się jak malutka kruszynka w ogromnej sali na wielkim krześle, przygnieciona ciśnieniem powietrza. Przydałby się jakoś balon do przekłucia.
- Z prawego... (i tu nastąpiła cała historia narodzin Tadeusza)
- Ach tak...
Z całkowitym zrozumieniem pokiwałam głową, a pani egzaminator już do końca patrzyła na mnie jak na upośledzoną. Cóż... jak dobrze, że liceum już za mną, a z polskiego miałam czwórkę :)
Druga historia przydarzyła się wtedy, gdy miałam roczek. Mama zabrała do fotografa mnie i moje starsze rodzeństwo. Chciała nam zrobić wspólne zdjęcie.
Ustawiliśmy się na niebieskim tle, ja po środku. Bobas bez włosów jeszcze. Ledwo stałam. Nagle powiedziałam: siusiu.
I na zdjęciu do dziś widnieje oczywista plama na moich różowych spodenkach. Pamiątka na lata. Rodzina uwielbia mi pokazywać to zdjęcie i opowiadać sobie za każdym razem tę historię. Bardzo śmieszne...


Marta_kusz@wp.pl
-
Gość: soulmate, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/27 23:27:37
Ojć... blog: marta6792.blogspot.com
"Światła pochylenie" Laura Whitcomb
-
kaye
2011/07/28 21:30:57
No cóż, przychodza mi na myśl dwie historyjki: jedna z dzieciństwa, druga sprzed paru lat.
Gdy byłam dzieckiem kilkuletnim, rodzice wielokrotnie mnie ostrzegali, żebym nie otwierała obcym drzwi, gdy jestem sama w domu (chyba musiałam już chodzić do szkoły). No i pewnego dnia przyszedł do naszego mieszkania w odwiedziny mój chrzestny, którego oczywiście dobrze znałam. Byłam jednak sama w domu. Widząc go przez wizjer poinformowałam go przez zamknięte drzwi, że rodzice zabronili mi wpuszczać gości do domu, ale możemy sie spotkać na ławce przed blokiem. I tak też się stało:) Wujek nie doczekał się powrotu rodziców i po jakimś czasie wrócił do domu:) Niemniej jednak, parę dni później bez oporów otworzyłam drzwi nieznanemu mi listonoszowi, bo spodziewałam się prezentu urodzinowego od cioci ;)

Druga historia miała miejsce w czasie mojego pobytu w Brukseli. Pewnego wieczoru udałam się z moim brytyjskim kolegą w rejs po pubach i innych przybytkach, gdzie serwują belgijskie piwo:) Cały czas oczywiście konwersowaliśmy po angielsku, coraz bardziej się rozkręcałam lingwistycznie. Po odwiedzeniu kilku miejsc i wypiciu paru piw postanowiłam użyć w rozmowie jednego z idiomów angielskich (chciałam się popisac oczywiście:)). W moim mniemaniu użyłam w rozmowie sformułowania "I know it straight from the horse's mouth" (oznacza to, że wiem coś "z pierwszej ręki", ale w dosłownym tłumaczeniu, że "wiem to z pyska konia"). Po lekko spłoszonym spojrzeniu mojego Brytyjczyka zorientowałam się, że z moich ust wyszło coś innego. Niestety, piwo zrobiło swoje i wyraziłam się "I know it straight from the whore's mouth..." Dla niezorientowanych: zamiast mówić o koniu, wyszła mi... dziwka... ;)

W razie powodzenia wybieram "Umierającego dandysa"
Mój blog to www.kayecik.blogspot.com
Pozdrawiam!
-
Gość: Elizz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/31 12:36:26
Witaj Książkówko,
w końcu postanowiłam opisać historię rodzinną, ale jakże tragiczną (po wszystkim śmieszną, uwierz) :) Nie jestem przekonana, czy taka "gówniana" historia przypadnie Ci do gustu, ale jak ryzyko to ryzyko :P

Otóż, dwa lata temu na Święto Zmarłych zjechała się cała rodzina do babci na wieś. I wszystko było okej, do pewnej nocy. U babci na wsi, nie wiem czemu, ale ubikacja jest na zewnątrz - taki drewniany wychodek. No i mojej cioci w rozmiarze XXXL zachciało się w nocy siusiu. Założyła skórzane pantofle wujka i wyszła. Niestety, coś gruchnęło, wychodek nie wytrzymał i ciocia wpadła w we wszystkie odchody :D ale to nic. Zaczęła krzyczeć, gdyż sama nie mogła się wydostać. Te odchody zaczęły ją zasysać, a nikt jej nie słyszał. Jak wyszliśmy przerażeni, co się dzieje, to się okazało, że ciotka pływa już w tych odchodach po szyję :/ co gorsza, wujek zamiast ją ratować, popadł w rozpacz, że założyła te jego skórzane buty! Mężczyźni próbowali wyciągnąć ciotkę, ale to na nic, bo była za ciężka i za bardzo ją zassało. Więć rzucili jej linę, jakoś się obwiązała i wyciągnęli ją samochodem! Ale to nie koniec historii - było dość zimno, jak to w listopadzie. Ciotka w odchodach, zaczęli ją wodą polewać tam na tym dworze, żeby ją obczyścić. Problem w tym, że ciotka była z Warszawy i przyjechała pociągiem. Z samiuśkiego rana zabrała się z córką i pojechały. Dalej opowiadała nam, że facet w pociągu nie mógł z nimi wytrzymać i zaczął krzyczeć, że ciotka chyba rodzi, bo tak piekielnie śmierdzi (ale musiało jej być wstyd, masakra). W domu, gdy wzięła gorącą kąpiel to na dodatek jej mięśnie odmówiły posłuszeństwa i córka musiała zadzwonić po pogotowie. I wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że jeden z sanitariuszy, którzy sprowadzali ciotkę na noszach, złamał rękę! :D Ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze, ciotka zdrowa, a ta opowieść - no cóż, cała rodzina uważa ją za świetną anegdotkę.

A ja jeszcze pamiętam z dzieciństwa takie historie: jak babcia obwiązywała mojej siostrze głowę i szczękę, żeby dolna szczęka nie wystawała, kazała wieszać się na drzwi, żeby urosnąć, czy zakładała nam na nosy spinacze, żeby były wąskie :D mam dziwną rodzinę!

Dlatego też z chęcią przeczytałabym książkę "Strefa cienia: Trzy lata z psychopatą - historia prawdziwa" Wiktoria Zender.

Mam nadzieję, że Cię nie zniesmaczyłam za bardzo :P Pozdrawiam!
-
Gość: Elizz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/31 12:37:54
Oczywiście, zapomniałam o emailu :D

elizanna91@gmail.com
-
isadora_5
2011/08/04 08:35:31
Kiedy byłam mała, często razem z rodzinką spędzałam wakacje u wujka na wsi; wujek miał ogromne gospodarstwo, więc banda dzieciaków miała gdzie hasać, a dorośli pomagali podczas żniw. Pewnego dnia siedzieliśmy wszyscy przy wielkim stole - dzieciaki i wszyscy dorośli - i słuchaliśmy, co wujek mówi. I aż włosy stanęły mi dęba, gdy wsłuchałam się, o czym wujek mówi! Mówił brzydkie słowa, a dorośli siedzieli, słuchali i przytakiwali! Czułam się okropnie. Nie wolno używać brzydkich słów, a nikt wujka nawet nie ochrzanił, ale jeszcze sprawiali wrażenie, jakby nic sobie z tego nie robili! To było nie w porządku. A wujek ciągle swoje: "ciulikem muszę zajechać tu, ciulik to, ciulik tamto".
Dopiero po latach zrozumiałam, że wujek mówił... o ciągniku.

Ja poproszę "Światła pochylenie".
-
Gość: magda, *.w90-35.abo.wanadoo.fr
2011/08/04 19:23:27
Mam pewną wadę. Chwilami jestem tak pochłonięta przebywaniem w swoim świecie, że zupełnie nie zdaję sobie sprawy jak ludzie obok mnie reagują na sytuacje, w które ich pakuję. Kilka lat temu przyszło mi do głowy, że moja współlokatorka z akademika wygląda jakby smutnawo. Doszłam do wniosku, że pewnie jest na skraju depresji z powodu niepowodzeń w miłości. Postanowiłam, nie pytając jej o zdanie, rozwiązać ten problem znajdując jej chłopaka. Kandydatem dla mojej koleżanki został nasz wspólny znajomy z roku, który wydał mi się zupełnie odpowiedni. Nie żebym roztrząsała potencjalną zgodność charakterów i upodobań, niedoszłych, a w mojej głowie doszłych, zakochanych. Wydawało mi się, iż wysoki wzrost i kolor włosów blond to aż nadto cech wspólnych Do dziś nie rozumiem, co mi przyszło wtedy do głowy. Kiedy tylko myśl o swataniu zaświtała w moim umyśle, bez wahania chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do kolegi Adama (tak mu było na imię) oświadczając, że muszę z nim porozmawiać, o czymś bardzo ważnym, ale to nie na telefon. Następnego dnia spotkaliśmy się na uczelni, jednak plan zajęć był napięty a na korytarzu ani krztyny intymności, zatem zaglądając Adamowi głęboko w oczy zaprosiłam go wieczorem do kafejki, aby omówić "niecierpiącą zwłoki" sprawę. Kolega przyszedł na umówione spotkanie roześmiany od ucha do ucha, nalegał abym złożyła zamówienie (za które nie pozwolił mi płacić, mimo moich protestów!), w końcu zapytał o co chodzi.
- Czy Ty lubisz naszą Monikę? - zapytałam prosto z mostu
Na twarzy Adama odmalowała się jakby dezorientacja, chrząknął, mruknął coś i chyba przytaknął. Przynajmniej tak odebrałam jego reakcję. Niezrażona więc brnęłam dalej:
- Wydaje mi się, że świetnie do siebie byście pasowali, może umówiłbyś się z nią na randkę?
Mój towarzysz kompletnie osłupiał, oczy zrobiły mu się okrągłe jak guziczki, potem poczerwieniał, w końcu zaczął się śmiać. Z mojego zamysłu nic nie wyszło. Adam powiedział mi, że myślał, że nasze spotkanie ma inny cel tym samym uświadamiając mi, iż faktycznie można było odebrać moje zachowanie zupełnie inaczej niż myślałam...

W razie wygranej poproszę o książkę "Listy z jeziora", nie mam bloga, mój email: gracjan15@wp.pl
-
Gość: Julka, *.internetia.net.pl
2011/08/06 21:54:44
Historia mojego brata, ale śmieję się z niej nawet teraz, kiedy ją piszę. A było to tak...
To było dawno temu, bo od tego zdarzenia minęło już kilkanaście lat. Były to jeszcze czasy, kiedy ludzie cieszyli się z posiadania malucha. No i mój dziadek takowego posiadał. Pewnego razu, kiedy moi dziadkowie podjechali pod nasz blok, zepsuło im się koło... (sama nawet nie wiem dokładnie co tam się stało, bo się na tym nie znam) No, ale mój dziadek ma takie swoje powiedzonko, jak się coś nie powiedzie. A że małe dzieci lubią powtarzać po dorosłych, to mój brat pokręcił głową i powiedział "Jopś twoju mać, cio zia dziad, ziepsiów siamochód.
Co do książki to od razu wybieram "Światła pochylenie" na którą od dawna poluję! *Strasznie zazdrościłam Ci tej wygranej na lubimyczytać.pl, bo też brałam wtedy udział, właśnie szczególnie dla tej książki, której nie ma u mnie w bibliotece. Aaaa i jeszcze mejl: jakociuk-julita@wp.pl
-
Gość: Julka., *.internetia.net.pl
2011/08/06 22:25:09
Przypomniała mi się jeszcze jedna historyjka... Kiedyś po kąpieli postanowiłam nałożyć sobie maseczkę, nie pamiętam już nazwy, ale w każdym bądź razie była ciemna. Mając jeszcze chwilkę, żeby ją zmyć, postanowiłam poczytać sobie książkę. Po kilku minutach ktoś zadzwonił do drzwi. Zapominając o wszystkim, a szczególnie o maseczce, pobiegłam otworzyć. W drzwiach stał listonosz z przesyłką, a jego mina była pełna przerażenia. Wtedy dopiero zorientowałam się, co go tak przestraszyło. Dał mi szybko kartkę do podpisania, dosłownie wcisnął paczkę w ręce i pobiegł w dół. Zamykając drzwi śmiałam się niesamowicie.
"Światła pochylenie", mejl : jakociuk-julita@wp.pl
-
Gość: Elizz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/08/07 11:41:33
Hahaha, Książkówko, nie uwierzysz, ale śniłaś mi się dzisiaj :D sen jest hmm na tyle dziwny, że poasowałby do tego konkursiwa, ale swoją historyjkę zgłosiłam już wcześniej :)

Otóż, śniło mi się, że w ramach wymiany książkowej przyjechałam do Ciebie wybrać jakąś książkę. Kiedy weszłam do Ciebie do pokoju, powiedziałaś, żebym zaczekała, bo musisz załatwić coś z mamą. Zostawiłaś mnie samą w swoim magicznym pokoju :P Jak wyglądał? Ot, na ścianie miałaś białą tapetę wytłaczaną konturami hello kitty :D w niektórych miejscach były poprzyklejane brokatowe kokardki i innego rodzaju świecidełka. Wzdłuż ściany stał biały regał, wszystkie szafki w książkach, na niektórych półkach stały różnego rodzaju kolekcje, które były skrzętnie podpisane na tabliczkach. Miałaś nawet kolekcję czekoladek z różnych stron świata ahaha :D Pamiętam, że stała też gablotka z jakąś dziwaczną ozdobą na szyję. Gdy wróciłaś, powiedziałaś, że mogę pożyczyć co tylko chcę i sen się skończył :P

Także pozdrawiam Cię wesoło :) elizanna91@gmail.com
-
ksiazkowka
2011/08/07 11:48:21
Elizz - no nieźle - jeszcze chyba nikomu z czytelników się nie śniłam. ;) :D Ale żeby Hello Kitty...?;) Toż to koszmar był jakiś. ;) Jedyne, co się zgadza z rzeczywistością to...książki. ;) Jak pojawią się kolejne sny koniecznie mi opowiedz. ;) Pozdrawiam ciepło. :)
-
Gość: maruda., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/08/07 16:07:12
Moja historia może nie okazać się śmieszna dla kogoś, kto nie był jej świadkiem, jednak ja i moje koleżanki zawsze zrywamy boki, gdy o tym sobie przypominamy. Pojechałyśmy kiedyś połazić po mieście. Jako że mieszkamy raczej w prowincjonalnej miejscowości, nie kumałyśmy jeszcze tych wszystkich miejskich autobusów i w ogóle. Jako pierwszą chciałyśmy zaliczyć odległą o kilka kilometrów galerię, postanowiłyśmy więc skorzystać z autobusu, który ma kursy we właśnie tamtym kierunku. Kulturalnie zapytałyśmy pewną kobietę, który autobus jeździ w tę część miasta, jaka nas interesowała. Miejscowa Pani- niestety- źle nam poradziła, skutkiem czego, miałyśmy dosłownie minutę, żeby dobiec na inną przecznicę i zdążyć na zaraz odjeżdżający autobus. Nie dość, że nie zdążyłyśmy, bo uciekł nam dosłownie sprzed nosa, to jeszcze- głupie- przebiegłyśmy na czerwonym świetle, co pewien starszy Pan skwitował zdaniem 'widać dziewczynki, że ze wsi jesteście...'. Zrezygnowane więc udałyśmy się do innej galerii. Takiej w pobliżu, gdzie spokojnie można było dojść na nogach. Połaziłyśmy po sklepach, przymierzyłyśmy kilka rzeczy, zjadłyśmy coś, w końcu postanowiłyśmy opuścić to miejsce. Czułam się tak zmęczona i najedzona, że nie zauważyłam drzwi obrotowych, które... dosłownie wepchały mnie do środka. Na domiar złego moja torebka zahaczyła o skrzydło i dosłownie zatrzymała je. Wszyscy ludzie popatrzyli na mnie, jak na jakiegoś ufoluda, starsza kobieta z tyłu krzyczała głośno "Noo! Co jest?!", a ja siłowałam się, żeby 'wytargać' torebkę i wznowić ruch drzwi. Wtedy popatrzyłam na moje koleżanki, a te zrywały boki ze śmiechu. W końcu szarpnęłam mocniej i wszystko wróciło do normy. Drzwi pomału 'wystartowały' i znów zaczęły się obracać. Jedna z moich koleżanek po wszystkim powiedziała: 'Ejj, ja myślałam, że te drzwi cie zgniotą.' Ja też tak myślałam. A teraz... nie uwierzycie, ale w tej galerii są drzwi automatycznie otwierane. To dobrze, bo jutro się tam wybieram :D

Jeśli chodzi o książkę, to zamarzyła mi się "Strefa cienia: Trzy lata z psychopatą - historia prawdziwa" Wiktorii Zender. Pozdrawiam.
Mój mail: marlena_ama19@wp.pl
-
Gość: karpi., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/08/07 18:54:32
Cześć.
Długo zastanawiałam się, czy w ogóle opisać tę historię, bo moim zdaniem jest ona trochę żenująca, ale... jak Ciebie rozbawi, to czemu nie. ;-)
Moja ciocia miała kiedyś sklep, w wakacje jeździłam więc do niej i staram się jej pomóc. Konkretniej, moja pomoc polegała na tym, że ona nabijała produkty na kasę, a ja przynosiłam to, o co klienci prosili. No i po jakimś czasie przyszła pewna starsza pani (Boże, jaka ona była gadatliwa!). Moja ciocia bardzo dobrze ją znała, bo od kilkunastu lat były sąsiadkami. Kobieta więc zaczęła opowiadać historię z swojego życia. Jakich to nie ma dzieci, wnuków, a i że się nawet już prawnuków doczekała. Podczas, gdy kobieta zwierzała nam się z różnych dolegliwości i problemów, kolejka w sklepie wydłużała się. Wreszcie ciocia przeprosiła kobietę i powiedziała, że klienci się zniecierpliwią, kobieta w końcu zaczęła podawać listę swoich zakupów. Wymieniała przeróżne rzeczy: chleb, masło, czosnek i w końcu poprosiła o pulpeciki w sosie pomidorowym. Jako że, przyznaję szczerze, miałam dość jej gadania, chciałam jak najszybciej podać jej ostatnią rzecz z listy i pożegnać. Niestety. Tak się spieszyłam, że słoik wyleciał mi z rąk i stłukł się na kafelkach. Widziałam te wszystkie uśmiechnięte buzie, które powstrzymywały się od śmiechu, powiedziałam więc, że pójdę za zaplecze po ścierkę i posprzątam to. Oczywiście nie byłabym sobą, gdyby wszystko poszło zwinnie i gładko. Poślizgnęłam się na sosie pomidorowym i wywinęłam orła. Teraz już nikt nawet nie powstrzymywał się od śmiechu. Ludzie rżeli jak konie. Tak było mi wstyd. Kolor mojej twarzy idealnie skomponował się z kolorem plamy. Oczywiście ciocia koniecznie musiała opowiedzieć całej rodzinie, jak to chciałam się pozbyć starej sąsiadki. I co? Do dziś mówią do mnie cześć, pomidorku. Jestem zainteresowana książką Szczęściara Alicy Sebold, Mail: karpatka.pb@interia.pl
-
Gość: szkicownik, *.as13285.net
2011/08/09 01:32:54
Pewnego letniego dnia pojechaliśmy z babcia do Warszawy odwiedzić rodzinę. Kiedy jechaliśmy pociągiem do przedziału wszedł ciemnoskóry mężczyzna. Moja babcia nie do końca go widziała ponieważ ma częściową zaćmę wiec chcąc nawiązać rozmowę zapytała się pana -Od ilu lat jest pan kominiarzem ? - mężczyzna spojrzał na nia ze zdziwieniem i odpowiedział
- Do you speak English (Mówisz po angielsku) ? - zszokowana powiedział
- Tak my do Warszawy. Pasażerka siedząca obok mnie nagle zrobiła się cala czerwona i zapytała obcokrajowca
-Vous parlez en français? ( Mówisz po francusku) - a babcia na to -Tak te france kolejarze powinni zadbać o nasze pociągi ! - dziewczyna nie wytrzymała i zaczęła samic się na glos. Na szczęście dla nas pociąg stanął i babcia wraz ze mną 'ulotniła' się z przedziału. Lecz kiedy wracaliśmy następnego dnia w pociągu spotkaliśmy tego samego mężczyznę który ujrzawszy moja babcie krzyknął -Oh ! Oma versteht kein Englisch ! (O babcia nie rozumiem po angielsku) - A babcia na to -Englisch! Ich spreche nur Deutsch und Polnisch ( Angielski! Ja mówię tylko po niemiecku i po polsku) .

KONIEC.

"Światła pochylenie" Laura Whitcomb
strony jeszcze nie mam, ale za to jest mail
m.soja@vp.pl
-
avo_lusion
2011/08/09 09:34:48
Ehhh, ja już baaardzo długo myślę, jaką historię tu zamieścić i...
mam pustkę w głowie. Aczkolwiek mam kilka historyjek z mojej pracy
(rozmowa pracowników infolinii i klienta), to raczej żarciki sytuacyjne,
autentyczne, ale są na serio niezłe, na przykład:

Konsultant: Poproszę Pani imię i nazwisko.
Klientka: Pani Jadzia

Konsultant: Proszę datę urodzenia.
Klientka: Nie mam daty urodzenia, tylko Pesel!


Mój mail to odoj86@tlen.pl
-
avo_lusion
2011/08/09 09:41:17
Wybieram książkę: "Strefa cienia: Trzy lata z psychopatą - historia prawdziwa" Wiktoria Zender
-
beatrix73
2011/08/09 13:46:08
Niestety niczym nie jestem w stanie Cię rozbawić (może i coś takiego było, ale nie pamiętam), historyjki poczytałam - bardzo fajne, będziesz miała "twardy orzech..."
:)
-
ksiazkowka
2011/08/09 13:53:38
Beatrix - oj taaak...będę miała... :) A Ty jeszcze się zastanów, bo może coś przyjdzie Ci do głowy. :)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/08/11 21:34:20
Hmm... No dobrze, może to będzie śmieszne :P :

Na początku ubiegłego roku szkolnego, we wrześniu 2010 do mojego małego, wiejskiego, aczkolwiek przyjemnego gimnazjum dołączył nowy nauczyciel. Nauczyciel, ten miał 24 lata, chwilę po skończonej szkole, miał uczyć w -f. Pan Szczęsny, bo tak się nazywał był znanym nam człowiekiem, którego nieraz się spotykało, no a i młody to wiadomo - kilkanaścioro, a może kilkadziesiąt uczniów mówiło do niego po imieniu. No i chciałam strasznie zagadać do tego nowego wuefisty, jako że ja osobiście nie znałam go. No i rozmawiam sobie z koleżankami na korytarzu przed pokojem nauczycielskim, i zobaczyłam Go jak wchodzi na schody. Dziewczyny spytały się mnie czy mi się podoba, skoro tak się na niego napaliłam. A ja, biedna chciałam powiedzieć im że nie, i zagadać do wuefisty - naraz. Do dziewczyn miało być krótkie ciche, "nie" ale wyszło co innego... Do nich powiedziałam po cichutku "Panie" a do niego ryknęłam na całe gimnazjum:
-NIE SZCZĘSNY!
Porażka totalna, wszystko ucichło, a sekundę później, która dla mnie była wiecznością wszyscy wybuchnęli śmiechem. Z pokoju wychyliła się pani dyrektor, vice dyrektor, moja wychowawczyni... Choć próbowałam wytłumaczyć się z mojej wtopy one mi nie wierzyły. A wuefista chichotał po cichutku w końcu pokoju. Do tej pory wuefista śmieje się ze mnie, a dziewczyny pytają czy nadal jestem napalona na rozmowę z nim :3

Mam nadzieję że zabawne było:)

No i wybieram oczywiście " Światła Pochylenie",
Pozdrawiam :)
-
Gość: MuadiM, *.ennet.pl
2011/08/14 00:06:28
Siedzę sobie. Jak to w wojsku. Wiosna 1996 roku. Niedaleko do końca służby. Już tylko parę miesięcy. Wiosną 1996' umarłem. Zginąłem nie na poligonie, nie na popularnej swego czasu wielkiej strzelnicy na Majdanku. Nie na ćwiczeniach polowych. Nie na egzaminie. Nie na taktyce ani pokazówce. Zginąłem na krześle za biurkiem.
W 1995 r. zostałem w ramach obowiązkowej służby wojskowej powołany do wojska. Miałem szczęście niezwykłe, bo trafiłem do ... Lublina (mieszkając w Lublinie) Po krótkiej szkółce (dawne miejsce liceum woskowego) na terenie jednostki na Kruczkowskiego zostałem przeniesiony wraz z grupą żołnierzy z poboru na teren jednostki 1699, także w Lublinie, znajdującej się przy ulicy Męczenników Majdanka. To duża jednostka. Wobec niektórych wielka. Olbrzymie stare drzewa otaczają większość wiekowych już koszar. Dawne miejsce stacjonowania większości dywizji przed zmianą struktur i wielkości jednostek. Garnizon JW 1699 to także sztab jednostki. Mieszczą się tam jednostki personalno-organizacyjne. Jako żołnierz znudzony nieco żołnierskim klimatem szybko zostałem tzw. pisarzem. Najpierw pracowałem na kreślarni, pełniłem dyżury w sztabie, byłem pisarzem na kompanii. Przeniesiony na Majdanek szybko zostałem tzw. kancelistą (oficjalny etat i przydział do dziś dnia), żołnierzem z poboru pracującym w sztabie w kancelarii personalno-organizacyjnej. Pewnego dnia pisząc rozkaz... Rozkaz to była wielka księga. Za rozkaz byle kompanii może służyć średni zeszyt a4, B5, ale my obskakiwaliśmy rozporządzenia I i II Batalionu, a także samodzielnej kompanii reprezentacyjno-jakiejś tam (orkiestra), samodzielnego plutonu medycznego, logistyczno-zaopatrzeniowego (kucharze, za których na poligonach granaty rzucali chorążowie, by nie pozabijali innych i siebie), samodzielnego plutonu medycznego. W skład tego plutonu wchodzili także żołnierze, którzy od czasu do czasu zajmowali się porządkami i wycinaniem drzew. Tak więc wspomniany Rozkaz to była wielgachna księga. Zobowiązany byłem troszczyć się o niego, dbać, pilnować. Obowiązywała mnie odpowiedzialność karna, czasem dopingowało przejmowanie się rolą, czasem strach.
Pewnego dnia piszę rozkaz (dzień jak co dzień), wpisów mnóstwo. Nuda, praca. jestem zmęczony. poprzedniego dnia musiałem być na "strzelaniu". Dochodzi 15-ta, chłopaki z kompanii leżą już bykiem albo zaraz będą w większości, a ja pracuję... Przerwa, myśli. Spojrzenie przez okno. Co to się dzieje. Pluton zaopatrzeniowy wycina drzewo. Boże, jakie ono wielkie - myślę. Ale wielkie. A ja tak piszę i piszę. Ale by była heca, jakby to drzewo im runęło... - myślę.
Wiosną 1996 r. zginąłem. Zabiło mnie drzewo. Na miejscu. Na moim miejscu. Tak wtedy myślałem. Świat zawirował, wszystko rozegrało się w przeciągu sekund. Jednak żyję, jak to możliwe? Po mojej śmiesznej, nieszkodliwej myśli (niczym Harrego Pottera :)); wycinane przez część plutonu gigantyczne drzewo spięte linami runęło przy krzykach wąsiatego, przygarbionego starszego chorążego sztabowego. Był głupi. Wiedziałem o tym. Znałem go. Jednak zafascynowany patrzyłem do samego końca. Taki widok widzi się raz w życiu. Albo po życiu raczej z pamięci/niepamięci. Gigant - drzewo runęło im dokładnie w przeciwną stronę na budynek sztabu. Niższe partie od czubka, olbrzymie gałęzie oparły się o budynek. Moje okno. Jeszcze ułamek sek. - co za widok! Zielone okno! Jak choinka! I nagle jakiś impuls. Moje ciało się podrywa - trwa to sekundę. Nie wiem, co mną kierowało, działanie było nieświadome. Wstaję, nogi walą o ciasne biurko, nie czuję, zamykam rozkaz wraz z piórem. Moje ciało, moje nogi same reagują, bez mojego ja, bez czynnego udziału mojego mózgu, jestestwa. Szyba z hukiem pęka, ja jestem kroczek od biurka. Nie myślę, nie boję się. Odwracając się, działam jak robot z przyszłości - przyśpieszam. Dwa najszybsze z mego życia kroki. kroki za ścianę do sąsiedniego pokoju. Słyszę łoskot, potem to będę analizował. Chowam się dokładnie i sprytnie (nie wiem jak to mój mózg wykombinował) za samym rożkiem ściany, bo zaraz obok jest następne okno.
-
Gość: MuadiM, *.ennet.pl
2011/08/14 00:13:28
... Tu także jest niebezpiecznie. Jednak tutaj okno nie pęka. Wiosną 1996 r. nie wiem jak to się stało, ale nie zginąłem. Na drugi dzień D-ca wezwał mnie do siebie, wypytał i powiedział na koniec: "No widzisz, jakie miałeś szczęście". Dostałem 5 dni urlopu. Nie wiem za co; za szczęście? Za refleks? Odruch Pawłowa? Ale dostałem i się cieszyłem.
Po powrocie z drugiego pokoju zobaczyłem coś; przy czym wszelkie filmy Oszukać Przeznaczenie wymiękają. W ścianę dokładnie za moim krzesłem i całe moje krzesło wbite były wielkie i średnie kawałki szkła. Duże trójkąty. Wiosną 1996 r. uzmysłowiłem sobie, że miałem farta.
-
Gość: MuadiM, *.ennet.pl
2011/08/14 20:53:27
Wybór ewentualny książki to: John Boyne "Chłopiec w pasiastej piżamie".

Kontakt email: mmarkisz@gmail.com

Blog: muadim-mm-miracels.blogspot.com/

I serdecznie dziękuję za przypomnienie. Dziękuję uprzejmie, pozdrawiam.
-
ksiazkowka
2011/08/14 20:59:34
MuadiMie... chyba nie przeczytałeś dokładnie zasad konkursu...Po pierwsze, "Chłopiec w pasiastej piżamie" nie był książką do wyboru...Po drugie, prosiłam o wybór książki do 11ej (w drodze wyjątku)...Po trzecie, konkurs już jest rozstrzygnięty. Życzę więcej uwagi przy czytaniu zasad moich konkursów. :) Pozdrawiam
-
Gość: MuadiM, *.ennet.pl
2011/08/14 21:01:26
O jezuńciu. Poprawka: ewentualna książka to "Światła pochylenie" Laura Whitcomb.

Przepraszam za zamieszanie; mam dodatkowy remanent, zmianę statusu spółki. Zmęczenie daje się we znaki. Pozdrawiam, dziękuję za współpracę. :)
-
ksiazkowka
2011/08/14 21:03:40
MuadiMie-tak jak pisałam wyżej, konkurs już rozstrzygnięty na ksiazkowka.blogspot.com . Info o zmianie adresu blogu jest w ostatnim wpisie na bloxie.
-
Gość: MuadiM, *.ennet.pl
2011/08/14 21:08:51
OK, rozumiem. :) Trochę się pomotałem, przepraszam. I tak było miło napisać w takim konkursie. :)
licznik odwiedzin




NAPISZ DO MNIE





Lubię czytać



Spis moli



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...