O tym co przeczytałam i co zapadło mi w czytelniczą pamięć.
sobota, 13 sierpnia 2011

 

Witam ponownie w dniu dzisiejszym. :) Tym razem chcę Wam zakomunikować o mojej, blogowej przeprowadzce. Od dawna zanosiłam się z tym zamiarem, ale dziś podjęłam męską i nieodwracalną decyzję – przenoszę się na blogspot! Robię to ponieważ tu, na bloxie brakuje mi kilku funkcji, które oferuje blogger. Ponadto odnotowałam ostatnio kilka problemów technicznych, zwłaszcza tych z widzialnością moich nowych wpisów w blogrollu (wiem, wiem – na blogspocie też są), które wybitnie wpływają na moje nerwy… ;) Zatem…od jutra będzie mnie można znaleźć pod adresem:

http://ksiazkowka.blogspot.com

Już tam nastąpi rozstrzygnięcie mojego konkursu – póki co ten jeszcze trwa i kto ma ochotę na zgłoszenie się może to zrobić oczywiście jeszcze tu, na bloxie. :) Mam nadzieję, że nie zamotałam za bardzo. ;)

W związku z przenosinami proszę Was pięknie o zmianę mojego adresu w „obserwowanych”. Będę Was jeszcze informować indywidualnie (tych, których ja mam w zakładkach) o tym fakcie, chyba że w komentarzu pod tym wpisem zostawicie mi info, że adres już zmieniliście – wtedy nie będę już Was nagabywać. ;)

To tyle z ogłoszeń parafialnych na dziś – do zobaczenia jutro na blogspocie! :)

17:35, ksiazkowka
Link Komentarze (18) »
czwartek, 11 sierpnia 2011

 

 Co można pomyśleć o książce, która ma zakrzywiony blok, lekkie przybrudzenia na rogach i wyblakły tekst na swoich kartach? Zapewne to, że jest to egzemplarz bardzo zmęczony swoim życiem, że uraczył swoją obecnością wiele domów i nasycił wiele par oczu. I będzie to jak najbardziej prawdziwe myślenie. Są jednak takie książki, które swoim stanem fizycznym zdają się odzwierciedlać losy ich bohaterów – trudne, męczące (dla nich, nie dla czytelnika) i co rusz wytarte ze szczęśliwych chwil.

Dokładnie takie odczucia mam po zakończonej lekturze „Ballady o Januszku” autorstwa Sławomira Łubińskiego. Tyle w niej emocji, zwyczajnych ludzkich odruchów i prostoty…
Debiutancka powieść tego „człowieka orkiestry” (imał się w życiu różnych zajęć by ostatecznie skupić się na tworzeniu scenariuszy filmowych i pisarstwie) opowiada o miłości bezwarunkowej – matki do syna. Aż prosi się by dodać tu także „i z wzajemnością”, ale tak trudno dopatrzeć się tu Januszkowej miłości do swojej rodzicielki…
Genowefa Smoliwąs to prosta, dobra kobieta o wielkim sercu, ale bez wykształcenia i pokaźnego majątku. W czasach świetności Hitlera przyszło jej zostać małżonką Franciszka i niebawem spodziewać się jego dziecka – pierwszego i jedynego. Gdy panowanie okrutnej, niemieckiej ręki zdawało się dobiegać końca, a szczęście miało już nie opuszczać tej młodej rodziny, stała się rzecz tragiczna. Franciszek, bowiem stracił życie w obozie, dziecko lada moment rodzić się miało, a Genia sama na świecie jak palec…Żadna to jednak przeszkoda w życiu dla jej silnego ducha. Ledwie wiążąc koniec z końcem, biegając z jednej pracy do drugiej, codziennie podejmowała się trudnej sztuki wychowania swojej latorośli. Wydawałoby się, że mimo braku ojcowskiej ręki, proces ten przebiega należycie. Do dnia, w którym Januszek przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej…Wtedy to chłopiec w tak młodym wieku pokazał, na jakie to słowa stać go względem matki, a te wierzcie mi, nie były balsamem dla uszu styranej kobiety…
Wraz z postępującym wiekiem młodzieńca nie było lepiej. Januszek popadał w coraz to nowsze kłopoty i coraz to poważniejsze przewinienia, które na horyzoncie mogły pokazywać tylko dom poprawczy. Mimo wszystkich występków, nie mógł narzekać na brak opieki i troski ze strony matki – ta dawała mu wszystko, co miała a nawet więcej…To dla niego traciła zdrowie, szacunek niektórych ludzi, padała ofiarą podłych oszustw i wykorzystywania. Dlatego, że kochała go tak jak tylko matka może kochać syna, dostawała w zamian tylko obietnice poprawy na przemian z najgorszymi świństwami, jakie można sobie wyobrazić…

Cała ta opowieść jest niezwykle czysta i klarowna w swoim przekazie. Tak łatwo zżyć się z Genią i bez zająknięcia popierać jej poczynania, mimo że te od miana „poprawnych” bardzo często odbiegają…Słuchając jej opowieści (początkowo myślałam, że swój monolog kieruje do autora – myliłam się) ma się też świadomość, że wielokrotnie popełniała błędy w stosunku do swojego syna, ale bezgraniczne uczucie, jakim go darzyła, przyćmiewało wszystko…
A Januszek? Cóż…istny diabeł wcielony – tak najkrócej można opowiedzieć o jego charakterze i stylu bycia.

Co poraża w tej powieści? Zdecydowanie jej prawdziwość i ciągła aktualność. „Ballada o Januszku” powstała pod koniec lat siedemdziesiątych, ale gdyby nie specyficzny język, jakim autor się posługuje (i kilka faktów historycznych) miałabym poważny problem z odgadnięciem czasu akcji. Toć takich Januszków teraz dostatek…A miłość rodzica do dziecka była, jest i będzie zawsze, choćby nie wiem jakiego zła latorośl się dopuszczała…

Ocena 6/6

środa, 10 sierpnia 2011

Dziś wpis krótki, dziękczynno - chwalipięcki. ;) Magda obiecała mi niespodziankę z tytułu nagabywania jej do udziału w konkursie na recenzję tygodnia LC, który też wygrała. :) Wcale mnie to nie zdziwiło tak na marginesie. ;)
W związku z tym, wczoraj otrzymałam od niej paczuchę przyjemności:

 


Za wszystko bardzo Ci Kochana Magdo, dziękuję! Dla męża również ślę podziękowania i pozdrowienia, bo ponoć maczał w tej przesyłce swoje palce. ;)
Ach, jak miło dostać książkę, którą miało się w planach czytelniczych! Te słodkości…i zakładka do kompletu :D Mam już złotą z motylem, teraz będę mieć srebrną. Dziękuję jeszcze raz. :) :*

poniedziałek, 08 sierpnia 2011

 

 

 Panie i panowie, dziś zabieram Was na wycieczkę. Proszę dobrze przyszykować się do długiej drogi. Zabrać ze sobą należy jak najcieplejszą odzież i żywność w konserwach, kilka kanistrów paliwa też jest mile widzianych. Ponadto proszę nie zapomnieć o mocnych nerwach i silnej woli, bo podróż będzie wyjątkowo uciążliwa i obfitująca w różnorakie nieprzyjemności. Wybieramy się, bowiem w głąb Syberii.

Potrzebny nam jeszcze tylko dobry samochód i…przewodnik - ktoś, kto już zna te rejony. Będzie nim pan Jacek Hugo-Bader. Dziennikarz i reportażysta, związany z jednym z naszych krajowych dzienników. Człowiek niezwykle wszechstronnie doświadczony zawodowo, bowiem przyszło mu pełnić różnorakie funkcje – od nauczyciela po pracownika kolei, a także handlu.
Pewnego dnia zamarzył sobie by wyruszyć szlakiem „Reportażu XXI wieku” autorstwa
Michaiła Wasiljewa i Siergieja Guszczewa – ich publikacja powstała w roku 1957, miała na celu ukazanie tego jak Związek Radziecki będzie wyglądać w przyszłości, za około pięćdziesiąt lat (czyli w czasach, w których aktualnie żyjemy).
I tak też marzenie dziennikarza spełniło się w roku 2007 późną jesienią – ruszył w długą podróż „ułazem” przez bezkres Rosji, od Moskwy po Władywostok.

Pan Jacek w zapisie ze swojej wędrówki obnaża Rosję niemiłosiernie – może nie tyle Rosję ogólnie, co jej mieszkańców. Nie ma tu poetyckich opisów srogiej natury czy zapisów z beztroskiego ich życia. Autor, spełniając swoje marzenie natykał się na wiele niezwykle interesujących ludzi, mimo że w głównej mierze byli to narkomani, alkoholicy czy biedota zamieszkująca rejony kołchozów. Rozmawiał z nimi i słuchał ich historii, od których cierpnie skóra na grzbiecie. W tych opowieściach zdaje się być sama esencja prawdy o rosyjskiej rzeczywistości – wszędobylska korupcja, handel narkotykami czy prostytucja. Od tego już tylko krok do HIV i smutnej śmierci w samotności.
Sama konstrukcja tego reportażu jest niezwykle godna pochwały – nie sposób się nim znudzić. Tutaj autor relacjonuje swoje doświadczenia przy pomocy narracji pierwszoosobowej, za chwilę przeprowadza wywiad z jedną z najsłynniejszych szamanek w tamtych rejonach, a jeszcze później pisze w formie pamiętnika. Bardzo dobry i urozmaicony styl to duża zaleta „Białej gorączki”. Kolejną jest sama tematyka, która dla nas jest tak bardzo odległa i egzotyczna. Mimo że w tej relacji dominuje smutek i cierpienie to jakoś nie sposób się od niej oderwać.
I w tym momencie przychodzi mi na myśl coś, co określiłabym mianem wady tego tytułu. Ogólny jego wydźwięk jest wyjątkowo negatywny i tak do końca nie wiem, co myśleć o mieszkańcach tych wschodnich terenów jako ogóle. Jacek Hugo-Bader ukazuje ich jako bardzo smutnych i skrzywdzonych przez los ludzi (to uczucie nie opuszcza czytelnika nawet wtedy gdy autor kontrastuje biedę z bogactwem innych rejonów) – nie wątpię w to, że takich osób tam nie brakuje (czynniki to warunkujące są dokładnie wyłożone w tekście), ale gdzie, choć gram szczęścia w ich życiu? Bardzo ciężko to zjawisko zaobserwować w tym reportażu – trzeba się go doszukiwać między wierszami. Poza tym…więcej uchybień nie zaobserwowałam, reszta to tylko same zalety.

Autorzy „Reportażu z XXI wieku” zapowiedzieli, że nad Rosją za mniej więcej 50 lat zaświeci sztuczne słońce, które zmiecie złogi śniegu, a Rak będzie chorobą równie błahą jak katar…Te wróżby mają się nijak do obecnej rosyjskiej rzeczywistości, więc tym Was ten kraj nie zaskoczy. Natomiast, jeśli chcielibyście doznać oczyszczenia ducha, domu czy auta dzięki rytuałom szamańskim (oczywiście nie za darmo) albo poznać Chrystusa jeżdżącego skuterem śnieżnym i poznać jego drugą żonę to możliwe jest to właśnie w tym miejscu.

Choć dla większości z Was (jak i dla mnie samej) taka wycieczka jest możliwa tylko za pośrednictwem książek to polecam ją wszystkim bez wyjątku – bardzo pouczające i dające do myślenia doświadczenie…

Ocena 5,5/6

07:53, ksiazkowka , Reportaż
Link Komentarze (19) »
sobota, 06 sierpnia 2011

Dziś Kochani krótko, zwięźle i na temat. :) Losowanie, w którym do zgarnięcia jest książka pt. "Inne okręty" Romualda Pawlaka. Przypominam też o drugim konkursie, który trwa jeszcze przez niespełna tydzień Uśmiechnij Książkówkę .

Moja maszyna losująca w ramach "oddawajki" jako zwycięzcę wytypowała:

 

Clevero, gratuluję Ci serdecznie. Po prawej stronie pod zakładkami jest namiar do mnie - podaj mi proszę swój adres. Pozdrawiam Wszystkich serdecznie!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
licznik odwiedzin




NAPISZ DO MNIE





Lubię czytać



Spis moli



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...