O tym co przeczytałam i co zapadło mi w czytelniczą pamięć.
czwartek, 28 kwietnia 2011

Stephen King to w zasadzie mój ulubiony pisarz, którego żadnej książce nie jestem w stanie odpuścić. Mam w swoich zbiorach wszystkie tytuły jakie ukazały się na naszym rynku. Do niespełna 60 książkowej kolekcji niebawem dołączy najnowszy zbiór opowiadań "Czarna bezgwiezdna noc".

Tym czasem zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat scenariusza "Sztorm stulecia".

 

 

 

Jest rok 1989. Do niewielkiej wyspy Little Tall zbliża się jeden z największych kataklizmów w całej historii jej istnienia. Śnieg, początkowo nieśmiało a następnie z całym impetem przykrywa ciężką pierzyną całe połacie, uniemożliwiając tym samym komunikację na każdych jej płaszczyznach. Potężne fale morskie uderzają o wszystko co napotkają na swojej drodze siejąc zniszczenie. Wydaje się, że natura przejęła nad wyspą kontrolę – to ona jest panią życia i śmierci. Jednak to nie ona zabiera życie mieszkańcom w sposób dosłowny…

Ktoś (coś?) tylko czekał na taki obrót sytuacji. A może sam miał na nią wpływ ? Ktoś pragnął unieruchomienia społeczności Little Tall na niewielkim obszarze by móc nią sterować niczym animator pacynkami w teatrze. Ludzie robią to co zrodzi się w czarnej otchłani jego wyobraźni jednak ciągle chce więcej…Gdzie leży kres jego żądań ? Dlaczego wybrał akurat tę wyspę i tych ludzi ? I wreszcie, kim on jest ?

Na wszystkie te pytania znajdziecie odpowiedź w scenariuszu „Sztorm stulecia” Stephen’a King’a. Autor we wstępie „obiecuje”, że to co za chwilę stanie się przedmiotem lektury czytelnika to horror – śmiało mogę potwierdzić, że słowa dotrzymał. Zło w czystej postaci, trup ściele się gęsto w morzu krwi.
Moim skromnym zdaniem to jedna z lepszych książek Kinga jakie przeczytałam (a jest ich już nie mało). Co prawda wolałabym by nie porzucał pierwotnego planu i wydał ten tytuł w formie powieści, ale…w obliczu całości to zdaje się być mało znaczącym szczegółem.

Ocena 5,5/6 

10:48, ksiazkowka , Thriller
Link Komentarze (6) »
sobota, 23 kwietnia 2011

Czy tylko mnie wiosna tak zawróciła w głowie ? Rozkojarzyła mnie do tego stopnia, że nie jestem w stanie wysiedzieć pół godziny z książką…:)

Dlatego w tak ślimaczym tempie szła mi lektura „Zapisane w kościach”, a tak bardzo chciałam nadrobić zaległości. Wszak niedługo doktor Hunter powraca a ja zalegam jeszcze z „Szepty zmarłych”.

Pocieszam się starym powiedzeniem…co się odwlecze to nie uciecze a  może nawet zasmakuje lepiej.Tym czasem wracam do:

 

 

 

 

„W odpowiedniej temperaturze pali się wszystko. Drewno. Ubranie. Ludzie.”*Zastanawialiście się kiedyś co konkretnie dzieje się z ludzkim ciałem w zetknięciu z ogniem ?W jakiej temperaturze się pali i co zajmuje się w pierwszej kolejności ?                      Myślicie pewnie, że oszalałam zadając takie pytania, ale czy tego wrażenia nie wypiera w tej chwili zwykła ciekawość…? W końcu chyba każdy słyszał o domniemanych przypadkach samospalenia, a to dobra okazja by o „tym” pomyśleć.

 Doktor Hunter, wyśmienity antropolog sądowy zostaje ściągnięty na malutką wyspę Runę na Hebrydach Zewnętrznych by wyjaśnić okoliczności śmierci nieznanego mieszkańcom człowieka.Pozornie łatwe rozpoznanie przyczyn zgonu przeradza się w koszmarnie trudną do rozwikłania zagadkę. Wydaje się, że wszystko wokół sprzysięgło się przeciwko doktorowi by utrudnić odnalezienie mordercy tym czasem na wyspie wciąż giną ludzie…David  wybierając pomiędzy dwiema kobietami, które kochał nad życie – pracą i Jenny, nie spodziewał się, że wybierze istne piekło pod przykrywką spokojnego nieba na Ziemi.Czy podoła i wyzwoli mieszkańców z tego koszmaru ?

Odpowiedź następuje na samym końcu tego wciągającego tytułu. Po przeczytaniu ostatniej strony zastanawiałam się czy jest możliwe by zawieść się na Beckett’cie. Po kolejnej lekturze, która wyszła spod jego pióra wydaje mi się, że nie aczkolwiek nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca. Wszak przede mną jeszcze „Szepty zmarłych” i mające się dopiero ukazać „Wołanie grobu”.Jedno jest pewne – sprawdzę to bez chwili wahania. Styl w jaki autor buduje napięcie w swoich książkach jak i sama fabułą są warte każdego ryzyka i każdej chwili z nimi spędzonej.

 

*S. Beckett „Zapisane w kościach” str. 7

 Ocena  6/6

10:01, ksiazkowka , Thriller
Link Komentarze (3) »
czwartek, 21 kwietnia 2011

 

 

Dzieci zbrodniarzy wojennych można śmiało podzielić na dwie grupy.

Pierwsza to ta, w której potomkowie nazistów do końca byli lojalni wobec swoich rodziców, wybaczali im złe czyny (albo nawet je „wybielali”) a także włączali się aktywnie w pomoc przy przywracaniu okrutnych członków rodziny do normalnego życia po wojnie. Przykładem tu może być Gudrun Burwitz, córka Himmlera zaangażowana w akcję „Cichej pomocy”, która miała na celu ratować zbrodniarzy przed wyrokami sądowymi a także pomoc po wyjściu z więzienia.

Druga grupa to dzieci wstydzące się tego kim byli ich rodzice. Ludzie, którzy często nie przyznawali się do nich zmieniając nazwiska albo zwyczajnie ukrywając te fakty na wszelkie możliwe sposoby. To wreszcie ludzie, którzy całym sercem nienawidzili tego kim (a bardziej czym) stali się ich rodziciele za czasów świetności nazistów.
Właśnie do takich osób zalicza się Niklas Frank – syn Hansa Franka, jednego z najokrutniejszych bandytów nazistowskich historii III Rzeszy.

„Mój ojciec Hans Frank” to długi bo ponad 300 stronicowy monolog autora pisany w formie listu do ojca. Niklas rozlicza się w nim z każdych zbrodniczych występków Hansa Franka. Rozkłada on osobowość ojca na czynniki pierwsze analizując je dogłębnie nie szczędząc przy tym mocnych słów i obraźliwych epitetów. Monolog ten wręcz ocieka nienawiścią jakiej nie widziałam w żadnej innej książce dotąd.
Jednak mając na uwadze dziennikarską karierę Franka juniora nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że mimo wszystko miał on na celu zarobić na swoich osobistych przemyśleniach wzbudzając kontrowersje.
Do takich wniosków już na starcie może skłaniać sama okładka – faszystowskie symbole tuż obok genitaliów…Pierwsza strona książki tym bardziej utwierdza w tym przekonaniu…Chętnie zacytowałabym pierwszy fragment wyznań autora jednak mam na uwadze fakt, że użytkownikami LC i jednocześnie czytelnikami opinii są osoby bardzo młode zatem nie zrobię tego w sposób dosłowny. Niklas zaczyna swą opowieść od obscenicznego opisu momentu poczęcia jego własnej osoby wraz z komentarzem dotyczącym doznań jego matki (!!) przy tym akcie i jednocześnie umieszczając pod nim zdjęcie już nieżyjącego ojca…A to zaledwie początek książki – dalej tylko odrobinę spuszcza z tonu.

Dlatego nie uważam tego tytułu za mocno wartościową pozycję historyczną…Zbyt wiele w niej negatywnych emocji autora (mimo że w pełni uzasadnionych) i po trosze – chęci zysku (co odziedziczył chyba po obojgu rodziców).

Ocena 4/6

wtorek, 19 kwietnia 2011

 

 

Historia węgierskiego lekarza przeprowadzającego sekcje zwłok przy oświęcimskim krematorium po trosze odbiega od innych relacji obozowych więźniów jakie dane mi było przeczytać.

Miklos Nyiszli był ofiarą chorej niemieckiej fantazji o wyższości swojego narodu jakich wiele jednak tylko nielicznym udało się przeżyć ten okres i to w tak „komfortowych” warunkach.
Świetne wykształcenie i moc doświadczenia w zawodzie pozwoliło mu zachować przynajmniej część człowieczeństwa w jego czysto fizycznym znaczeniu.
Nie był głodny, nie chodził w brudnych i zawszawionych ubraniach a higiena była w miejscu jego pracy bardzo ważnym priorytetem.

Na tym jednak kończy się moja pewność co do jego „szczęścia w nieszczęściu”. Dalej już sama nie wiem co gorsze…
Czy katorżnicza praca bez grama odpowiednich do niej warunków czy obserwowanie cierpienia tych ludzi, często bycie świadkiem ich śmierci i wreszcie…otwieranie ich (często jeszcze ciepłych) ciał…

Kto przeczyta te wspomnienia i dotrze do opisu przypadku dwojga Żydów – ojca i syna, których szkielety miały posłużyć jako eksponaty w jednym z berlińskich muzeów ten chyba zrozumie moją niepewność…

Ocena  6/6

 

 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

 

 

Barbara i Ralph to para wziętych adwokatów (choć każde z nich święci triumfy na polu prawa na swój sposób). Para tak pogrążona w świecie pracy jaką przyszło im wykonywać, że w jej ferworze zapominają, iż łączy ich instytucja małżeństwa. Utrzymując się niemal na ostatniej nici jego istnienia Barbara podejmuje próbę ratowania go, zabierając męża na świąteczny wypoczynek w rejony Anglii – piękne latem i niebezpieczne zimą.
O ich niebezpieczeństwie przyszło im się przekonać już po bardzo krótkim okresie pobytu tam gdy padający śnieg pozbawia ich wolności i wszystkiego co z jej posiadaniem może się łączyć.
Ten niefortunny splot przypadków przyczynia się do zgłębiania przez Barbarę długiej, pełnej skrajnych emocji historii domu w jakim przyszło jej zamieszkać wraz z mężem w Boże Narodzenie roku 1996.

„Dom sióstr” Charlotte Link to saga rodzinna muśnięta elementami thrillera. Nie brakuje w niej miłości, nienawiści, odrazy, nielojalności, zawiści…słowem…całego wachlarza emocji.
Napisana jest lekkim i przystępnym językiem a fabuła oscyluje w czasie między I Wojną Światową a początkiem roku 1997.
Czyta się ją lekko i szybko, raczej nie ma mowy o nudzie aczkolwiek nie rozumiem tego wszechobecnego zachwytu nad tym tytułem. Cena jaką osiąga na licytacjach też wg mnie jest mocno wygórowana. Książka ta wg mnie nie jest ani zła ani rewelacyjna – jest po prostu dobra.

Ocena 4/6

 

13:21, ksiazkowka , Powieść
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
licznik odwiedzin




NAPISZ DO MNIE





Lubię czytać



Spis moli



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...