O tym co przeczytałam i co zapadło mi w czytelniczą pamięć.
poniedziałek, 25 lipca 2011

 

 

Bierzemy do ręki książkę, na okładce, której umieszczono zielony, okrągły znaczek z napisem „Bestseller New York Timesa”. Czego można by się po niej spodziewać? Zapewne wciągającej i zapierającej dech w piersiach akcji. Może też wyrazistych i barwnych postaci? Pewnie ktoś doda, że plastycznych i realistycznych opisów, które wypełnią nader interesujące dialogi, prowadzone ujmującym językiem. Doskonały bestseller powinien się cechować wszystkimi tymi wartościami, a nie tylko liczbą sprzedanych egzemplarzy i wysoką lokatą na top listach. Chyba się ze mną zgodzicie?

Kierując się wszystkim tym, o czym wspomniałam wcześniej, rozpoczęłam lekturę owego bestsellera, którego tytuł brzmi: „Polowanie na sobowtóra”. Napisała go ponoć niezwykle poczytna autorka thrillerów romantycznych, Linda Howard. Piszę „ponoć”, bo osobiście nigdy o tej pani nie słyszałam i książkę jej autorstwa czytałam po raz pierwszy. Nie zraziło mnie to jednak i postanowiłam sprawdzić, czym jej pisarstwo ujmuje rzesze czytelników na całym świecie oraz najważniejsze – czy według mojego mniemania słusznie okupuje listy top książek New Yor Timesa. Najpierw jednak, kilka słów o fabule.

Jej główną bohaterką jest młoda kobieta imieniem Blair. Jest to była cheerleadera, która po życiowym zakręcie stara się postawić swoje życie ponownie na nogi. Robi to w iście amerykański sposób – rozwodząc się z mężem, który ją zdradził, oskubuje go finansowo tak mocno jak to tylko możliwe. Za w ten sposób „zarobione” pieniądze, otwiera swój własny fitness club i siłą swojego uporu, rozgania czarne chmury z nad swojej głowy, sprawiając, że w jej sercu znów zaczyna gościć słońce. Nie na długo jednak przyszło jej się cieszyć spokojem i stabilizacją życiową, bowiem do klubu zaczęła uczęszczać kobieta, która za wszelką cenę usiłowała się upodobnić do Blair. Podobnie się ubierała, nosiła podobną fryzurę, a nawet kupiła niemal identyczny samochód, którym poruszała się szefowa owego interesu. Nie trzeba chyba tu mówić jak bardzo naszą bohaterkę to denerwowało…Jednak rozwiązanie problemu przyszło samo – jej uciążliwy sobowtór zostaje, bowiem zastrzelony w obecności niej samej…Na domiar złego, okazuje się, że śledztwo będzie prowadzić porucznik, którego Blair już miała wątpliwą przyjemność poznać jakiś czas temu i który niezbyt dobrze zapisał się w jej pamięci…

Pomysł na fabułę jak widać nie jest specjalnie oryginalny. Akcja toczy się miarowo, choć mam wrażenie, że więcej tu romansu niż elementów podszytych dreszczykiem emocji. Jedyne, co by się zgadzało z moim pojęciem bestsellera to barwne postaci w osobie głównej bohaterki i porucznika Bloodswortha. Szkoda tylko, że są barwni w mniej optymistycznym tego słowa znaczeniu…Porucznik to zbyt pewny siebie macho-arogant, a Blair? O zgrozo! Nie pamiętam, kiedy (i czy w ogóle) tak bardzo irytowała mnie główna bohaterka książki! Ta była gwiazda kobiecego dopingu to wybitnie próżna i zadufana w swojej powierzchowności osoba, do tego bardzo…(przepraszam za kolokwializm) łatwa i pseudo cnotliwa. Jak nie denerwować się na bohaterkę, która niemal mdleje na wieść, że jej prześladowczymi nie żyje i w tym samym momencie snuje wewnętrzne rozważania na temat wyglądu butów jednego z policjantów? W innym zaś momencie zarzeka się, że już tak łatwo nie ulegnie swojemu absztyfikantowi, a gdy ten ledwie smyrnie ją po szyi, ta już leży nago w jego ramionach… O litości! Ona nawet chwali się posiadaniem różowego młotka…

Jeśli miałabym spróbować odnaleźć powód sukcesu tej książki to przyszłoby mi do głowy tylko jedno. Pierwszoplanowa postać jest tak denerwująca, że siłą rzeczy musi wywoływać w czytelniku jakieś emocje, a to już sukces (bez względu na to czy te, są dobre czy niekoniecznie). I właśnie, dlatego nie dam temu „dziełu” najniższej noty. Najwyższej także nie, bo od książek oczekuję zdecydowanie czegoś więcej…Wiem też, że już nigdy nie zaufam żadnym rankingom bestsellerów.

Ocena 3/6

piątek, 22 lipca 2011

 

Gdyby tak móc być z ukochaną osobą niemal cały czas. Tak by w niczym jej nie przeszkadzać, nie stawać się dla niej ciężarem i nie doprowadzać do przesytu swoją obecnością. Być przy niej, gdy ta potrzebuje pomocy, szeptem sugerować rozwiązanie problemu w taki sposób by osoba nam bliska myślała, że właśnie do głowy sam wpadł jej pomysł na ratunek z opresji. Być natchnieniem i muzą, niezauważalnie sprawiać, że na twarzy tej osoby codziennie gości uśmiech mimo przeciwności losu…Móc to wszystko w zamian za wyrzeczenie się fizycznej bliskości…Kusząca perspektywa, choć jednocześnie tak brutalna i pozbawiona wszystkiego, co dają nam tak ważne zmysły jak węch, smak czy dotyk. Można być posłańcem wszystkiego, co dobre dla tego, kogo kochamy ceną fizycznej z nią bliskości.

Dla Helen to codzienna norma odkąd umarła. Od tego czasu minęło już wiele lat i zdążyła już zapomnieć, jakie to uczucie mieć w ustach jabłko albo wąchać kwiaty. Nie mogła też dotknąć włosów człowieka, który był jej obecnym Gospodarzem. Choć nie zamieszkała jego ciała, a jedynie istniała tuż obok niego to darzyła go specyficznego rodzaju zażyłym uczuciem. Mieszkała z nim pod jednym dachem, chodziła z nim do szkoły, w której pracował jako nauczyciel i starała się ze wszystkich sił by wena pisarska go nie opuszczała. Nic nie zapowiadało, że te codzienne rytuały się zmienią do momentu, w którym Helen zorientowała się, że jest obserwowana. Pewnego dnia stał się cud i po raz pierwszy od ponad stu lat ktoś ją widział – nie ten delikatny ruch niektórych przedmiotów, w który czasem je wprawiała, a nią samą w całej okazałości. Im bardziej James się do niej uśmiechał, tym mniej bohaterka miała wątpliwości co do tego, że jej wieczne życie wreszcie nabierze jaskrawych barw. To niemal od pierwszego gestu ust, Helen wiedziała, że muszą być razem. Jednak czy możliwy jest związek ducha z człowiekiem?

Droga do ich szczęścia nie była usłana różami – wiodła ona przez kręte i wyboiste ścieżki. Jednak oboje się nie poddawali się i z odwagą nią kroczyli, stawiając czoło przeciwnościom losu. Całą tę otoczkę ich uczucia, autorka pokazała w bardzo ciekawy sposób, używając do tego delikatnego i subtelnego języka (nie wliczając w to niektórych dialogów). Choć pomysł na fabułę może nie był oryginalny, bo chyba wszystkie jej wątki znane były mi już z filmów, to nie da się tej książce odmówić swoistego uroku. Ma w sobie magię, która przyciąga.

Jest to debiut pisarski pani Laury Whitcomb, co raczej nie może świadczyć o nieskazitelności jej pierwszego „dziecka”. Co jest skazą w „Światła pochyleniu”? Według mnie jest to z lekka spłycony wątek miłosny. Hmm…Może lepiej powiedzieć, że zbyt prosty. Sam fakt, że Helen zostaje wreszcie przez kogoś dostrzeżona sprawia, że między nią a James’em rodzi się płomienne uczucie. Rozumiem…uczucie osamotnienia przez tyle lat…potrzeba kontaktu…jednak fakt, że tych dwoje z miejsca się w sobie zakochuje mnie nie satysfakcjonuje. Wolałabym by w tok akcji było wplecione więcej zawirowań. To dodałoby jej dynamizmu i wywoływałoby głód poznawania kolejnych rozdziałów, a tak…Czytało się miło i z zaciekawieniem, ale nie takim, jakiego bym chciała.

Jednak biorąc pod uwagę całokształt powieści Laury Whitcomb, stwierdzam, że w tym ciele drzemie siła i talent pisarski, który musi nabrać większego kunsztu. Możesz w kolejnej pozycji jej autorstwa mój wymagający gust to odnajdzie? Tego sobie życzę, a Wam? Podejrzewam, że wiele z Was pokocha ten tytuł już teraz, bo wiem, że wątki miłosne w oprawie fantastycznej cieszą się ogromnym zainteresowaniem i niesłabnącym poparciem. Wam życzę przyjemnej podróży do świata marzeń, emocji i interesującej mieszanki tego, co ludzkie z tym, co przypisane jest tylko zjawom.

Ocena 4,5/6

czwartek, 21 lipca 2011

 

Drodzy moi, jakiś czas temu obiecałam Wam konkurs. Pomysł na jego tematykę zrodził się po mojej wygranej na Lubimy czytać w ramach konkursu na recenzję tygodnia ("Chłopiec w pasiastej piżamie" John Boyne).
Lubię szczęście wysyłać świat i lubię się śmiać. Chciałabym byście dali mi do tego powody. :) Zacznę jednak od nagrody.

Nagroda do wyboru z poniższej listy:

"Uwikłanie" Zygmunt Miłoszewski

"Strefa cienia: Trzy lata z psychopatą - historia prawdziwa" Wiktoria Zender

"Umierający dandys" Mari Jungstedt

"Światła pochylenie" Laura Whitcomb

"Listy z jeziora" Agnieszka Korol

"Szczęściara" Alice Sebold


Główna zasada konkursu:

Opiszcie mi jakąś sytuację ze swojego życia, która na dobre utknęła Wam w pamięci i w której „popisaliście” się szczytową formą Waszego roztargnienia, gapowatości lub nie najlepszym zarejestrowaniu informacji, które ktoś do Was wysłał (czyli gdy kogoś źle zrozumieliście). :) Im mocniej ktoś mnie rozbawi tym lepiej. Jak wiecie, poczucia humoru są różne (a moje ponoć jest skrzywione ;)), więc to co dla Was było średnio śmieszne, mnie może powalić na łopatki. ;)

Pozostałe zasady:

- Swoje zabawne opisy sytuacji podawajcie w komentarzu pod tym postem, nie zapomnijcie też wpisać swojego nicku i adresu blogu/e-mail. UWAGA! Pomna ostatnich perypetii uprzedzam, że jeżeli ktoś wpisze zły namiar na blog/e-mail to nie wezmę tej osoby pod uwagę. W ostatniej „wygrywajce” pojawiło się kilka źle wpisanych adresów blogowych i musiałam się nieźle „nagimnastykować” by dotrzeć do tego właściwego. Tym razem już nie będę tego robić, więc wpisujcie te dane prawidłowo, proszę.
- W tym samym komentarzu wybierzcie książkę, którą chcielibyście wygrać. Tylko jedną - nie piszcie "tę albo tę" - nie będę za nikogo wyberać.
- Na swoim blogu umieszczamy baner konkursowy. Kod HTML, którego wielkość można dostosować wedle uznania: (gwiazdeczki pomijamy)

**<a href="http://ksiazkowka.blox.pl/2011/07/Konkurs.html"><img border="0" src="http://img594.imageshack.us/img594/5651/14222usmiech.jpg" width="222" height="174"></a>**

- Konkurs trwa od tej chwili do 12 sierpnia 2011r. Ogłoszenie wyników następnego dnia.
- Gdybym miała trudności z wyborem jednej najlepszej wg mnie odpowiedzi, wybiorę kilka „naj” i wśród nich wylosuję zwycięzcę. A może to nie będzie potrzebne? Zobaczymy. :)
- Zastrzegam sobie możliwość przeczytania międzyczasie niektórych tytułów. :)

To chyba wszystko. Jeśli ktoś ma jakieś niejasności proszę pytać. No i czekam na wasze historie. :D

10:50, ksiazkowka , Konkursy
Link Komentarze (53) »
środa, 20 lipca 2011

 

 

Pisaliście może kiedyś pamiętnik lub dziennik? Ja przyznaję, że tak. Miałam wtedy kilkanaście lat i skrzętnie zapisywałam w „tajemniczym zeszycie” swoje najskrytsze sekrety oraz przemyślenia. Nie brakowało tam także licznych wyrazów płomiennych uczuć do ucieleśnienia moich młodzieńczych marzeń o miłości – był to wokalista pewnego zespołu.
Jako młoda osoba nie widziałam wtedy jakiegoś innego, głębszego sensu w prowadzeniu takich zapisków. Teraz już wiem, że pisanie dziennika czy pamiętnika może być formą autoterapii.

Wiedział o tym także pan Ryszard Sadaj, opierając na tym zamysł fabuły swojej książki pt. „Terapia Pauliny P.”. Pewnie myślicie teraz, że za przedmiot swojej lektury, znów obrałam jakiś arcy trudny i „ciężki” wątek jak to często mam w zwyczaju? A, guzik! No, ale…po kolei.
Paulina P. jest główną bohaterką niniejszej pozycji (choć tych jest w niej znacznie więcej). Jest pozornie zwyczajną, niespełna czterdziestoletnią kobietą, mieszkającą w Krakowie wraz z mężem i dwójką dzieci.
Marian to artysta. Do końca jednak nie wiadomo czy wyraźniej widać przejawy jego artyzmu w (bólach i z wielkim trudem pojawiających się) książkach jego autorstwa czy w jego wywodach dotyczących „kolegów po fachu”, po kilku głębszych, bowiem Marian to wytrawny alkoholik.
W przypadku syna Pauliny, Witka, nie stwierdzono w 100% kontaktu ze światem rzeczywistym. Możliwe, że z realiów gier komputerowych teleportuje się do domu tylko po to by zajrzeć do lodówki, ewentualnie sprawdzić za pomocą waserwagi czy jego komputer stoi w należytym poziomie.
Córka, Emilka, natomiast ma zdolności paranormalne. Potrafi, bowiem (chyba jako jedyna) wycisnąć pryszcze, które jeszcze się na jej twarzy nie pojawiły.
I jak tu nie zwariować w takiej rodzinie? W dodatku będąc osobą diabelnie drobiazgową i nieustannie z czegoś się tłumaczącą bez potrzeby. Takiej wiedzy Paulina nie posiadła. Z pomocą jednak przychodzi jej psycholog, który zaleca jej prowadzenie dziennika.

To dzięki notatkom z zeszytu A4 poznajemy perypetie naszej bohaterki, które urozmaicają jakże barwne i zabawne postacie z książki. Ta napisana jest niezwykle lekko i przystępnie.
Zabierając się za tę lekturę, najlepiej jest mieć dłuższą chwilę wolnego czasu by bez wyrzutów sumienia móc ją natychmiast pochłonąć. Nie polecam między czasie podjadania ciasteczek, a napoje należy dawkować sobie w maleńkich łyczkach by to nie kolidowało z napadami śmiechu – rzecz może skończyć się tragicznie dla czytającego.

Same plusy? Minusów brak? Niestety nie…Minus jest jeden, ale za to duży, nawet bardzo. Jest nim okładka. Gdy wypakowałam książkę z koperty, w pierwszej chwili byłam pewna, że nadawca przesyłki się pomylił i wysłał mi jakiś poradnik. Dopiero, gdy skupiłam wzrok na tytule, wiedziałam, że nie ma mowy o pomyłce. Nie zmienia to jednak faktu, że oprawa graficzna tej pozycji może nie zachęcić do lektury potencjalnego czytelnika. Powiem więcej – niektórych może odstraszyć. Ten „poradnikowy” wygląd wraz z groźnie i poważnie brzmiącym tytułem kompletnie nie zapowiada tego, co jest w środku. A tam masa dobrego humoru i przede wszystkim relaksu w kobiecym wydaniu.

Czuję się, zatem zobowiązana do zwrócenia uwagi na „Terapię Pauliny P.” osób, które chciałyby poznać psychologa leczącego alkoholizm koniakiem albo interesuje je, co się dzieje z jamnikiem odwirowanym w pralce. Jeśli chcecie się dobrze bawić przy niezobowiązującej lekturze to będzie wyśmienity wybór.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Skrzat oraz portalowi Sztukater.pl.

Ocena 5/6
 

wtorek, 19 lipca 2011

 

Wczoraj z inicjatywy  Lenalee zostałam nominowana do nagrody One Lovely Blog Award za co serdecznie dziękuję. :)

Dostałam też tym samym możliwość wytypowania Blogerów, którzy wg mnie zasługują na nominację. Niestety miejsc jest tylko 16, a chciałabym by było ich znacznie więcej. :)
Jeśli na poniższej liście blogów odnajdziesz swój i dostaniesz ode mnie odpowiedni komentarz to wiedz, że w związku z tym obowiązuje Cię kilka zasad owej zabawy. Oto i one:

1) Na swoim blogu dodaj notkę dotyczącą nominacji, pamiętając o tym by zaznaczyć kto Cię wytypował (podając „namiar” na Blog danej osoby/osób);
2) Napisz o sobie coś czego inni nie wiedzą w 7 (słownie: siedmiu) punktach;
3) Tak jak ja, nominuj 16 osób, pomijając tę, która wytypowała Ciebie (czyli w tym wypadku mnie);
4) Umieść na blogach wszystkich przez siebie nominowanych, komentarz dotyczący tego, że zostali szczęśliwymi wybrańcami. ;)

Uwaga! Jeśli ktoś nie ma ochoty brać udziału w zabawie to ja to rozumiem i nie obrażę się. :) Sama sie nad tym zastanawiałam...:)

A teraz 7 szczegółów o mnie. Tylko czego ja jeszcze nie napisałam TUTAJ.

Hmm...

I.    Mam malutkie stopy. ;) Mój rozmiar to 33 w porywach do 34. :)
II.   Mam tatuaż nad lewą dłonią.
III. Od zawsze nienawidzę ogórków i w ogóle ich nie jadam – ani konserwowych, ani     kiszonych – żadnych.
IV.  Bardzo lubię wina maści wszelakiej – za wyjątkiem tych sprzedawanych w kartonach. ;)
V.   Bywam przebrzydle uparta. 
VI.  Mieszkam pod lasem gdzie jest (razem z moim) zaledwie 8 domów i jeden dom weselny. Że też tu w ogóle cywilizacja dotarła…
VII. Mam pracę on-line. :)

Uff…Teraz moja „top lista”. Kolejność przypadkowa.

 

1. Nemeni i jej notatnik bibliofilki

2. Magda i jej książka w mieście

3. Pablo i jego podsłuch

4. Kasandra i jej myśli skrzętnie ukryte

5. Niedopisanie

6. Kraina Czytania Agnieszki

7. Niedoczytanie

8. Beatrix i jej książki, filmy oraz hafty

9. Ala i jej magiczne widma wyobraźni

10. Anek czyta na wsi

11. Marta miqaisonfire

12. Gabrielle i jej skarbnica książek

13. Aneta i jej fioletowa biblioteka

14. Isadora zwiedzająca wszechświat

15. Kasia i jej czytelnia

16. Książkowiec i jej dom z papieru

 

A teraz czekam na Wasze typy. :)

 

08:12, ksiazkowka
Link Komentarze (22) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
licznik odwiedzin




NAPISZ DO MNIE





Lubię czytać



Spis moli



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...