O tym co przeczytałam i co zapadło mi w czytelniczą pamięć.

Thriller

czwartek, 07 lipca 2011

 

Obiecałam Wam kilka dni temu, że niebawem podam tytuł książki, która powędruje do kogoś z komentujących moje wpisy. Zatem, ogłaszam wszem i wobec, że w dobre ręce oddam swój egzemplarz (naturalnie, bez hasła "w dobre ręce oddam" gdyby ktoś miał wątpliwości ;)):

Jak już wiecie z poniższej recenzji, uważam tę książkę za dobrą, jednak nie darzę jej specjalnym sentymentem, więc oddam ją komuś kto jeszcze jej nie czytał, a bardzo by chciał. Naturalnie komentować należy i można wszystkie wpisy, nie tylko ten ( ;) ) - nie chodzi tu tylko o samo zgłaszanie chęci posiadania, a o aktywny udział w moim życiu blogowym (to tak, byśmy się dobrze rozumieli). "Las Zębów i Rąk" powędruje  do osoby, która jako pierwsza napisze komentarz nr ..., a ja będę wiedziała, że właśnie ta ma na nią chrapkę. Mniej więcej wiem kto ze stale u mnie komentujących chciałby ją przeczytać, a jeśli jeszcze ktoś tego nie wyraził pod poprzednim wpisem, to może zrobić to pod tym. Tak bym mogła obdarować kogoś kto takiego prezentu chce. Tyle jeśli chodzi o nagrody dla Was.

Teraz nagroda dla mnie. ;) Muszę się Wam czymś pochwalić. Jak niektórzy wiedzą, niedawno wzięłam udział w konkursie organizowanym przez serwis Zbrodnia w Bibliotece. Czerwcową "rundę" wygrała recenzja "Lunatyka" Jonathana Barnesa, natomiast mnie, jury konkursu postanowiło wyróżnić. I tym sposobem dzięki recenzji: "Wyspa skazańców" Dennis Lehane, leci już do mnie książka niespodzianka. Jak można zobaczyć w komentarzach pod wyróżnionym tekstem, przysłużyła się temu w znacznej mierze Magda. Dlatego do Ciebie, moja droga, niebawem też popłynie niespodzianka wybrana z Twojej "Listy żczeń" (LC). Bo szczęściem lubię się dzielić. :)

Na dziś to wszystko i do przeczytania! :) 

09:54, ksiazkowka , Thriller
Link Komentarze (32) »
środa, 29 czerwca 2011

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE ZORGANIZOWANYM PRZEZ SERWIS ZBRODNIA W BIBLIOTECE

 

Gdy w zeszłym roku obejrzałam film pt. „Wyspa tajemnic” w reżyserii Martina Scorsese oparty na podstawie powieści Dennisa Lehane „Wyspa skazańców” byłam pod jego dużym (pozytywnym) wrażeniem. Ujęły mnie już w trakcie seansu świetne zdjęcia, a już po, cała fabuła. Nawet Leonardo DiCaprio, którego aktorstwo nigdy mnie specjalnie nie
poruszało, wypadł w tym obrazie naprawdę dobrze. Nic, więc dziwnego, że szybko postanowiłam poszukać papierowego pierwowzoru tej ekranizacji. Wiem, że dla dobra sprawy kolejność powinna być odwrotna, czyli najpierw powinnam była przeczytać książkę, ale przypadek sprawił, że stało się inaczej. Niektórzy uważają, że to jednak bardzo dobra kolej rzeczy. Czy naprawdę?
Za nim o tym, kilka słów o samej fabule.

Bohaterów w tym tytule jest wielu jednak tymi najważniejszymi są Tedd i Chuck – dwaj szeryfowie, przybywający na piękną wyspę Zatoki Bostońskiej w celu przeprowadzenia śledztwa i poszukiwań zarazem. Okazuje się, że na Shutter Island zaginęła kobieta. Nie jest to przedstawicielka płci pięknej, jakich wiele bo Rachel (tak jej na imię) jest pacjentką szpitala psychiatrycznego dla bardzo niebezpiecznych przestępców. Sprawa już na starcie staje się mroczną i niesamowitą zagadką, ponieważ zdaje się, że kobieta uciekając po prostu rozpłynęła się w powietrzu, ulatując przez kraty w oknach albo stała się niewidzialna i tak przeniknęła przez ściany swojego zamkniętego na cztery spusty pokoju.
Ci dwaj stróże prawa dostają niełatwy orzech do zgryzienia zwłaszcza, że piękna, choć tajemnicza wyspa zdaje się zaciskać na nich swe niewidzialne kleszcze by uniemożliwić im pracę – w oka mgnieniu władzę nad tym skrawkiem ziemi przejmuje huragan…

Miejsce, w którym znaleźli się bohaterowie z dnia na dzień staje się coraz bardziej
mroczne, budzi wiele niejasności, a lekarze, których zadaniem jest pomagać pacjentom zdają się żerować na ich nieszczęściu. Tedd z każdą chwilą jest coraz bliżej rozwikłania zagadki zaginięcia Rachel i odkrycia prawdziwych pobudek, które kierują służbą medyczną tego szpitala. Wszystko, co z tym miejscem związane jest dziwne, niezrozumiałe, a nawet niebezpieczne.

Sam Tedd gubi się w tym wszystkim, a Ty drogi czytelniku wraz z nim. W końcu sam nie wiesz, co myśleć o tym, co dzieje się na Shutter Island. Ukojenie w trudach domysłów winien przynieść koniec książki, ale niestety…łagodnego i dającego się przewidzieć epilogu tu nie uświadczysz. To, co tak misternie budowałeś tworząc sobie swoją wizję wydarzeń legnie w gruzach.

Mimo, iż to wszystko, co wyżej napisałam przemawia zdecydowanie na korzyść ksiązki to z trudem powstrzymałam się od stwierdzenia, iż ekranizacja przewyższa jakością fabułę książki. Już miałam tu napisać, że obraz kinowy znacznie lepiej oddaje klimat wyspy jak i zagadkowość całej akcji i ukoronować to stwierdzeniem „dokładnie tak jest”, ale nie zrobię tego. Dlaczego? Otóż, film na podstawie tego tytułu jest świetnym jego odzwierciedleniem – naprawdę rzadko spotyka się w przypadku adaptacji filmowych tyle uchwyconych szczegółów! Wersję kinową oglądałam stosunkowo niedawno i bardzo dobrze ją
zapamiętałam, a obie formy praktycznie się nie różnią, zatem podczas lektury nie odczuwałam takich emocji jak podczas seansu. Po prostu czytając „Wyspę skazańców” zafundowałam sobie powtórkę „Wyspy tajemnic”.
Zatem nie przesadzę chyba, jeśli na koniec pozostawię Wam wybór – książka lub film – na obu formach się nie zawiedziecie. Jeśli jednak korciłoby Was do zaznajomienia się z nimi obiema to zróbcie to tylko wtedy, gdy od seansu/lektury minęło dużo czasu.

Ocena 5/6

 

08:51, ksiazkowka , Thriller
Link Komentarze (13) »
czwartek, 12 maja 2011

 

Skóra jest bardzo ważnym elementem naszego ciała i wcale nie tylko dlatego, że stanowi barierę dla niekorzystnych czynników wypływających z zewnątrz, tym samym nas chroniąc. Jest priorytetowa ponieważ odgrywa ogromną rolę w procesie odczuwania. Nie tylko dosłownie pojętego chłodu czy gorąca. Dzięki niej doznania towarzyszące naszym myślom stają się możliwe do zaobserwowania. To ona zdradza otoczeniu kiedy się wstydzimy, różowiąc nasze policzki i kiedy się boimy, wprawiając nas o gęsią skórkę.

Jej wartość zna także dr Hunter. I nie tylko tę wartość za życia…Jak mało kto ma świadomość tego jak istotną rolę odgrywa powłoka naszego ciała już po śmierci, jak wiele może zdradzić o samym rodzaju zgonu, jego miejscu jak i denacie. Skóra może być swoistą kroniką zdarzeń, w której za pomocą blizn czy innych śladów wiadomo co działo się w życiu danej osoby. Skóra nie pozwala też zapomnieć…Dr Hunter uświadamia to sobie co raz mocniej za każdym razem gdy w stresujących sytuacjach „coś” karze dotknąć mu swojej „pamiątki” z przeszłości.

Mimo mocnych doświadczeń jakich zaznał, owocujących w ogromne zmiany, David postanawia znów zając się tym co jest częścią jego „ja”.

Początkowo niepewnie i nie do końca chętnie, pomaga przyjacielowi w śledztwie dotyczącym brutalnego morderstwa mającego miejsce nieopodal tzw. „Trupiej Farmy”. Nie sprzyjające mu osoby biorące udział w dochodzeniu omal nie powodują, że ten wybitny antropolog sądowy rezygnuje z udziału w nim. Sytuacja diametralnie zmienia się gdy wyrachowanie mordercy i chore upodobania zmuszają całą ekipę do wystawienia doktora jako przynętę…

Czytelnik, podążając za tokiem śledztwa bardzo łatwo może domyślić się kto jest prowodyrem brutalnych zajść w Tennessee. Ułatwiają to też, wplecione w fabułę „relacje” z tego co aktualnie robi morderca. Akcja staje się do bólu przewidywalna…Dziwnie i niepodobnie do stylu Beckett’a, przewidywalna…W pewnym momencie można by sobie pomyśleć, że może autor tym razem postanowił się skupić nie na tym KTO jest czarnym charakterem tego tytułu, a KIM on jest. A bezwątpienia jest to osoba o chorych i sadystycznych skłonnościach, co pisarz pozwolił sobie dobrze i skrupulatnie opisać…

Wtem przychodzi zakończenie i cały nasz spokój i pewność związana z finiszem całej tej historii rozsypuje się na milion drobnych kawałków !

Panie i Panowie, jegomość Simon Beckett po raz kolejny wystrychnął mnie na dudka. I to w iście mistrzowski sposób !

Nie będę tu powtarzać tego co już pisałam w poprzednich opiniach dotyczących jego książek, nie będę zachwalać jego talentu. Bo to nie ma sensu…Oddziaływanie twórczości Pana Simon’a trzeba poczuć. Tak…najlepiej na własnej SKÓRZE…

 

Ocena 6/6

11:21, ksiazkowka , Thriller
Link Komentarze (6) »
czwartek, 28 kwietnia 2011

Stephen King to w zasadzie mój ulubiony pisarz, którego żadnej książce nie jestem w stanie odpuścić. Mam w swoich zbiorach wszystkie tytuły jakie ukazały się na naszym rynku. Do niespełna 60 książkowej kolekcji niebawem dołączy najnowszy zbiór opowiadań "Czarna bezgwiezdna noc".

Tym czasem zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat scenariusza "Sztorm stulecia".

 

 

 

Jest rok 1989. Do niewielkiej wyspy Little Tall zbliża się jeden z największych kataklizmów w całej historii jej istnienia. Śnieg, początkowo nieśmiało a następnie z całym impetem przykrywa ciężką pierzyną całe połacie, uniemożliwiając tym samym komunikację na każdych jej płaszczyznach. Potężne fale morskie uderzają o wszystko co napotkają na swojej drodze siejąc zniszczenie. Wydaje się, że natura przejęła nad wyspą kontrolę – to ona jest panią życia i śmierci. Jednak to nie ona zabiera życie mieszkańcom w sposób dosłowny…

Ktoś (coś?) tylko czekał na taki obrót sytuacji. A może sam miał na nią wpływ ? Ktoś pragnął unieruchomienia społeczności Little Tall na niewielkim obszarze by móc nią sterować niczym animator pacynkami w teatrze. Ludzie robią to co zrodzi się w czarnej otchłani jego wyobraźni jednak ciągle chce więcej…Gdzie leży kres jego żądań ? Dlaczego wybrał akurat tę wyspę i tych ludzi ? I wreszcie, kim on jest ?

Na wszystkie te pytania znajdziecie odpowiedź w scenariuszu „Sztorm stulecia” Stephen’a King’a. Autor we wstępie „obiecuje”, że to co za chwilę stanie się przedmiotem lektury czytelnika to horror – śmiało mogę potwierdzić, że słowa dotrzymał. Zło w czystej postaci, trup ściele się gęsto w morzu krwi.
Moim skromnym zdaniem to jedna z lepszych książek Kinga jakie przeczytałam (a jest ich już nie mało). Co prawda wolałabym by nie porzucał pierwotnego planu i wydał ten tytuł w formie powieści, ale…w obliczu całości to zdaje się być mało znaczącym szczegółem.

Ocena 5,5/6 

10:48, ksiazkowka , Thriller
Link Komentarze (6) »
sobota, 23 kwietnia 2011

Czy tylko mnie wiosna tak zawróciła w głowie ? Rozkojarzyła mnie do tego stopnia, że nie jestem w stanie wysiedzieć pół godziny z książką…:)

Dlatego w tak ślimaczym tempie szła mi lektura „Zapisane w kościach”, a tak bardzo chciałam nadrobić zaległości. Wszak niedługo doktor Hunter powraca a ja zalegam jeszcze z „Szepty zmarłych”.

Pocieszam się starym powiedzeniem…co się odwlecze to nie uciecze a  może nawet zasmakuje lepiej.Tym czasem wracam do:

 

 

 

 

„W odpowiedniej temperaturze pali się wszystko. Drewno. Ubranie. Ludzie.”*Zastanawialiście się kiedyś co konkretnie dzieje się z ludzkim ciałem w zetknięciu z ogniem ?W jakiej temperaturze się pali i co zajmuje się w pierwszej kolejności ?                      Myślicie pewnie, że oszalałam zadając takie pytania, ale czy tego wrażenia nie wypiera w tej chwili zwykła ciekawość…? W końcu chyba każdy słyszał o domniemanych przypadkach samospalenia, a to dobra okazja by o „tym” pomyśleć.

 Doktor Hunter, wyśmienity antropolog sądowy zostaje ściągnięty na malutką wyspę Runę na Hebrydach Zewnętrznych by wyjaśnić okoliczności śmierci nieznanego mieszkańcom człowieka.Pozornie łatwe rozpoznanie przyczyn zgonu przeradza się w koszmarnie trudną do rozwikłania zagadkę. Wydaje się, że wszystko wokół sprzysięgło się przeciwko doktorowi by utrudnić odnalezienie mordercy tym czasem na wyspie wciąż giną ludzie…David  wybierając pomiędzy dwiema kobietami, które kochał nad życie – pracą i Jenny, nie spodziewał się, że wybierze istne piekło pod przykrywką spokojnego nieba na Ziemi.Czy podoła i wyzwoli mieszkańców z tego koszmaru ?

Odpowiedź następuje na samym końcu tego wciągającego tytułu. Po przeczytaniu ostatniej strony zastanawiałam się czy jest możliwe by zawieść się na Beckett’cie. Po kolejnej lekturze, która wyszła spod jego pióra wydaje mi się, że nie aczkolwiek nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca. Wszak przede mną jeszcze „Szepty zmarłych” i mające się dopiero ukazać „Wołanie grobu”.Jedno jest pewne – sprawdzę to bez chwili wahania. Styl w jaki autor buduje napięcie w swoich książkach jak i sama fabułą są warte każdego ryzyka i każdej chwili z nimi spędzonej.

 

*S. Beckett „Zapisane w kościach” str. 7

 Ocena  6/6

10:01, ksiazkowka , Thriller
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
licznik odwiedzin




NAPISZ DO MNIE





Lubię czytać



Spis moli



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...