O tym co przeczytałam i co zapadło mi w czytelniczą pamięć.

Kryminał

poniedziałek, 01 sierpnia 2011

 

Gdy zamykałam ostatnie karty powieści „Wyspa skazańców” Dennis’a Lehane, nie sądziłam, że ponowne spotkanie z jego pisarstwem jest mi pisane w całkiem niedługim odstępie czasu. Znów to niespodzianka zadecydowała o mojej kolejnej lekturze i wybrała dla mnie najnowszą pozycję wcześniej wspomnianego przeze mnie autora, pt. „Mila księżycowego światła”. Na jej widok ucieszyłam się ogromnie, bo zdążyłam już docenić kunszt pisarski tego pana i żywiłam ogromną nadzieję, że kolejna z jego książek również dobrze zapisze się w mej pamięci. Czy tak się stało?

Oczywiście tego we wstępie nie zdradzę, bo najpierw muszę opowiedzieć Wam troszkę o samej fabule. I cóż my tu mamy? Na dzień dobry poznajemy bezrobotnego detektywa Patricka Kenzie i jego żonę (których, tak na marginesie, połączył ten sam zawód). Zdaje się, że los odwrócił się od niego brzydszą częścią ludzkiej anatomii bez najmniejszych skrupułów. Miał żonę, córkę, zobowiązania do spłacenia a tu masz! Jak na złość szef zlecający mu zdawkowe zadania, nie kwapi się do zatrudnienia go na stałe ( w dużej mierze dzięki dosadnemu usposobieniu Patricka). Cóż…chciałoby się powiedzieć – samo życie. Jednak to należące do detektywa taką zwyczajną egzystencją nie jest i po raz wtóry niebawem przychodzi mu się o tym przekonać…Wiele lat wstecz przyszło mu prowadzić poszukiwania pewnej, małej dziewczynki imieniem Amanda. Sprawa kończy się pomyślnie, bowiem młoda dama zostaje przez niego odnaleziona i oddana ponownie w ramiona matki. Pozornie wygląda to na happyend? Czas pokazuje, że niekoniecznie zakończenie sprawy nim było…Tym bardziej, że Amanda w wieku 16 lat znów ginie. Początkowo opornie, ale później już z pełnym zaangażowaniem, Patrick zakasuje rękawy i wyrusza na poszukiwania zaginionej.

Sprawa jest wyjątkowo trudna, bowiem początkowe założenie o porwaniu tego nastoletniego wzoru grzeczności i inteligencji, chwieje się w posadach, gdy okazuje się, że dziewczyna do perfekcji opanowała pewną niezgodną z prawem sztukę. Patrick, by ją odnaleźć zetknie się nawet z mafią o wschodnich korzeniach, przypomni sobie jak wyglądała produkcja narkotyków, a nawet pozna mechanizmy handlu dziećmi. Czy to wszystko doprowadzi go do Amandy? Odpowiedź oczywiście pada w toku akcji.

A jeśli już o akcji mowa…Przez dobre pierwsze pół książki ciężko mówić o niej jako takiej. Naturalnie biegnie ona swoim torem, jest dość mocno wyważona, ale…brak jej wartkości i tej charakterystycznej nutki niepewności i pragnienia natychmiastowego poznania dalszych losów bohaterów. Sytuacja zmienia się za połową „Mili księżycowego światła” – nie w jakimś oszałamiającym stopniu, ale zdecydowanie robi się ciekawiej i tak już do samego zakończenia.
Pan Lehane nie pokazał mi tym razem tego, co naprawdę potrafi. Nie sprawił, że nie mogłam oderwać się od tej książki. W „Wyspie skazańców” w miarę zbliżania się do zakończenia oczy otwierają się czytelnikowi szeroko…co raz szerzej…by ostatecznie wprawić w osłupienie nagłym i nieprzewidywalnym zwrotem akcji, a tu? Tu tego nie ma. „Milę…” czyta się przyjemnie i szybko (to w pewnie dużej mierze zasługa krótkich i nienużących swoją długością, rozdziałów), ale bez tego mrocznego i tajemniczego klimatu, o jaki ten pisarz potrafi się postarać – gdy zechce.

Jednak nie żałuję chwil spędzonych z tym tytułem. Przybliżył mnie on bardziej do stylu pisarstwa Lehane i dał jego zdecydowanie bardziej realny obraz. Jednak by wyrobić sobie ostateczne zdanie na ten temat muszę pokusić się o kolejną lekturę opatrzoną nazwiskiem tego pisarza. Na pewno, którąś wybiorę i dam mu jeszcze szansę.

Ocena 4/6

08:23, ksiazkowka , Kryminał
Link Komentarze (23) »
środa, 27 lipca 2011

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE ZORGANIZOWANYM PRZEZ SERWIS ZBRODNIA W BIBLIOTECE

Norwegia – kraina przecudnych fiordów. Przejrzyste tafle wody otoczone wysokimi stromiznami. Cząstka pięknego raju w dość surowym wydaniu, gdzie słońce zdaje się zapominać czasami o swoich obowiązkach. Z lekka depresyjny klimat wpływa na ludzi melancholijnie, zmuszając do licznych momentów zadumy. Mieszkańcy tego kraju na ogół niczym nie różnią się od innych, choć mówi się, że niektórym z nich ciężko mówić wprost o swoich uczuciach. Skrytość myśli daje obraz z lekka tajemniczego społeczeństwa zamieszkującego te skandynawskie tereny.

Andreas mógłby na ten temat dużo powiedzieć gdyby tylko zechciał się otworzyć. Gdyby tylko mógł wstać z tej zimnej i zakurzonej, piwnicznej podłogi…Zrobiłby wszystko by cofnąć czas i nie dopuścić do szeregu zdarzeń, które zawiodły go w te ciemne i bezduszne miejsce. Choć nie czuje bólu jest coś, co działa na niego niczym jedna z chińskich metod tortur…Ten smród wbijający się w nozdrza niczym ostrze noża - zalewa umysł i utrudnia oddech. Wybuchowa mieszanka swądu stęchlizny, kurzu, kartofli leżących nieopodal i jego własnej krwi…I jeszcze coś…Coś jakby woń zgnilizny…Ale dlaczego ten zapach jest tak blisko? Jakby unosił się z niego samego…
Przecież to wszystko można było jakoś naprawić. Kobieta, dzięki której Andreas leżał bez ruchu w podziemiu jej domu jeszcze mogła się z tego wybronić, przecież w gruncie rzeczy to on jest wszystkiemu winien. Tylko czy ktoś jej uwierzy? Zresztą…po co to kończyć? To przecież takie słodkie mieć nad kimś władzę absolutną…Decydować, kiedy ma pić, kiedy mówić, kiedy oddychać, a kiedy przestać to robić na wieki…
Czy to już szaleństwo i choroba czy jeszcze tylko nieokiełznana potrzeba bliskości? Jak daleko można posunąć się by uciszyć głód nienasycony od lat? I wreszcie, czy warto tłumić w sobie wszystko to, co krzyczy o wolność i pokazanie się światu?

Karin Fossum zna odpowiedzi na te pytania jednak nie udziela ich wprost. Wszystko trzeba wyczytać pomiędzy słowami jej mrocznego kryminału pt. „Za podszeptem diabła”. W bardzo interesujący sposób zawarła w nim system działania niektórych mechanizmów rządzących człowiekiem – obierając sobie za motyw przewodni tak dobrze znane wszystkim uczucia i emocje (strach, osamotnienie, złość, uczucie zawiedzenia), łączy je w całość ukazując samo epicentrum mrocznej części ludzkiej psychiki.
W swojej opowieści posługuje się na przemian narracją trzecioosobową i pierwszoosobową, zwracając się chwilami bezpośrednio do czytelnika, co maksymalnie podsyca odczucie grozy. W pewnym momencie trudno odróżnić czy książka ta jest bardziej kryminałem czy thrillerem psychologicznym – dla mnie jest to mistrzowski miszmasz obydwu tych gatunków. Nie jest to lektura łatwa i z pewnością też nie jest przyjemna – po „pakiecie” kilku tych banalnych i łatwych, ta była dla mnie lekkim szokiem, gdy by dobrze wczuć się w klimat musiałam jej oddać swoje 100% skupienie i zaangażowanie. Początkowo trybiki maszyny pani Fossum, lekko zgrzytały i napędzały ją z delikatnym oporem (kwestia dosłownie kilku pierwszych stron), jednak nie zdążyłam się nawet zorientować, kiedy zaczęła działać na pełnych obrotach bez chwili wytchnienia dla mnie.

Mocna i wymagająca rzecz, o tym, co może siedzieć w każdym z nas bez ani jednej wskazówki jak to stłumić, gdy się zbudzi.

Ocena 6/6

08:07, ksiazkowka , Kryminał
Link Komentarze (18) »
piątek, 03 czerwca 2011

 

 

Każdy z nas ma w dorobku swojego życia taki występek, którego bardzo się wstydzi. Równie wielu, zrobiło kiedyś coś na tyle złego, że po dziś dzień nie opuszczają ich wyrzuty sumienia. Wyrządzona kiedyś krzywda tkwi w pamięci niczym cienka i głęboko wbita drzazga, dając mocno do zrozumienia, że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym będzie trzeba za to zapłacić. Być może jedną z najwyższych cen…

Jest rok 1974. W jednej z fińskich miejscowości ginie dziewczynka. Wkrótce jej zwłoki zostają odnalezione w jednym z pobliskich jezior. Okazuje się, że nim została zamordowana ktoś dopuścił się na niej najgorszego czynu jaki można wyrządzić dziecku – została zgwałcona.
Ponad trzydzieści lat później, dokładnie w tym samym miejscu gdzie w przeszłości miał miejsce brutalny mord, zostaje odnaleziony dziewczęcy rower, a w tym samym czasie do policji dociera zgłoszenie o zaginięciu jednej z młodych mieszkanek tej samej miejscowości.

Szczegóły do złudzenia przypominające zdarzenie sprzed kilkudziesięciu lat, wywołują strach we wszystkich wokół bowiem zdaje się, że morderca z przeszłości powrócił by w tym samym terenie jeszcze raz dokonać zbrodni. Jednak czy to na pewno ten sam człowiek? Czy ktoś odpowie i zapłaci za śmierć tak młodej osoby?

Chętnie odpowiedziałabym na te pytania, minimalnie oscylując wokół rozwiązania tej dramatycznej zagadki, jednak nie zrobię tego. Nie dam Wam najmniejszego punktu zaczepienia, którym moglibyście już teraz pokierować się, ustalając sekwencję zdarzeń.
Powiem Wam jedynie, że zakończenie będzie dla wielu (jeśli nie wszystkich) czytelników niniejszej książki, niemałym zaskoczeniem.

To nie typ kryminału, w którym morderstwo goni kolejne, a jakiś dzielny detektyw szybko odkrywa kto za nimi stoi. „Milczenie” to (zgodnie z tytułem) spokojna akcja płynąca swoim rytmem przy tym nie oszczędzając czytelnika. Sam pomysł na fabułę jak i wątek psychologiczny silnie oddziaływają. Śmiało polecam lekturę tym, którzy mocne lektury sobie cenią.

 Ocena  5/6

Książkę wydał: 

14:39, ksiazkowka , Kryminał
Link Komentarze (8) »
licznik odwiedzin




NAPISZ DO MNIE





Lubię czytać



Spis moli



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...