O tym co przeczytałam i co zapadło mi w czytelniczą pamięć.

Biografia/autobiografia

piątek, 29 lipca 2011

 

Jak opisalibyście członka Armii Krajowej? Jak go widzicie? Pewnie według wielu byłby to mężczyzna o dobrze zaznaczonych rysach twarzy, mocnej posturze, na pierwszy rzut oka kojarzący się z siłą, męstwem i odwagą. Wewnętrznie byłby to zapewne człowiek po brzegi wypełniony patriotyzmem, w imię którego byłby gotów poświecić życie. Choć psychicznie twardy byłby niezwykle wrażliwy na czyjąś krzywdę i ból. Taki…cichy, narodowy bohater.

Wśród tych bohaterów AK byli także tacy jej członkowie, których zadaniem było eliminować wroga – w sensie dosłownym czyli wykonywać na zdrajcach narodu polskiego, wyroki śmierci. Jednym z ludzi, którzy wysyłani byli na takie akcje był Stefan Dąmbski. Do AK wstąpił jako nastolatek (zaledwie 16letni) by niedługo potem wykonać swój pierwszy wyrok śmierci, których ilość z czasem nie malała. W swoich wspomnieniach opisuje szczegółowo proces wstąpienia w szeregi Armii, wszelkie akcje w jakich brał udział, opowiada o swoich współtowarzyszach broni. Jest też tu mowa o stosunkach polsko-ukraińskich, które nurtują chyba wielu (w tym mnie). Wspomnienia te wieńczy opisem swoich powojennych losów (które nie ułożyły się dla niego szczęśliwie).

Czy Stefan Dąmbski był bohaterem o jakim wspomniałam na wstępie tego tekstu? To wybitnie trudne pytanie i nie wiem czy jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Nie wiem czy ktokolwiek jest. Można jedynie mieć swoje domysły i przypuszczenia, a tych zrodzić się może całe mnóstwo podczas lektury. Jak postrzegać jego służbę po przeczytaniu takich słów?:

„Strzelałem do ludzi jak do tarczy na ćwiczeniach, bez żadnych emocji. Lubiłem patrzeć na przerażone twarze przed likwidacją(…)”*

Czy Dąmbski był bohaterem walczącym w imię wolności naszego kraju, który z hardością ducha wypełniał rozkazy? Może był jedynie młodym podlotkiem, który jeszcze tak mało rozumiał z funkcji jaką przyszło mu pełnić? A może jednak był bezwzględnym sadystą czerpiącym pewnego rodzaju przyjemność z czyjejś śmierci? Cała masa pytań, na które tak ciężko znaleźć odpowiedź nawet po zakończonej lekturze „Egzekutora”. Niejasności w niej pełno, bowiem z wieloma faktami, które opisuje autor inni członkowie AK się stanowczo nie zgadzają, zarzucają mu fałszowanie niektórych z nich. Zaś, historyk Grzegorz Ostasz, który pełnił rolę naukowego konsultanta niniejszej pozycji zdaje się stawiać bohatera tych zapisków w nieco lepszym świetle.

Nie pamiętam kiedy ostatnio było mi tak trudno ocenić daną książkę. Z jednej strony chciałabym to zrobić, bo pomijając już kwestię samego Dąmbskiego, jego zapiski ukazują troszkę inną stronę AK. Nie tylko tę czystą gdzie patriotyzm i wolność narodu stoją na pierwszym miejscu, ale także tę gdzie zdarzają się pomyłki - tragiczne w skutkach pomyłki. Z drugiej zaś strony pełno tu niejasności i sprzecznych informacji. Ostatecznie ocenę punktową pominę, ale jednocześnie zachęcę do lektury osoby zainteresowane tematem.
Może i jest to pozycja kontrowersyjna, co nie znaczy jednak, że nie warta uwagi – wręcz przeciwnie.

* „Egzekutor” S. Dąmbski; str. 23

-------------------------------------------------------------

Ponieważ jutro mam w planach uczczenie w plenerze moich dzisiejszych urodzin to proszę wszystkich o wysyłanie pozytywnych fluidów  wstronę nieba ;) by w dniu jutrzejszym nie padało. :D

czwartek, 16 czerwca 2011

 

 

 Myśleliście kiedyś o tym co zrobilibyście w sytuacji realnego zagrożenia, że ktoś zechce zapanować nad Waszą duszą i ciałem? Powiecie, że można zdobyć ciało, ale nigdy umysłu, że on zawsze jest wolny choćby nie wiem co…Otóż nie – tak jak można pozbawić wolności człowieka fizycznie tak samo można zrobić z naszym wnętrzem. Można sprawić by to czego doświadczyliśmy, determinowało nasze życie już do końca. Są tacy ludzie i są takie wydarzenia, które potrafią zniewolić.

Przykładów potwierdzających taką tezę można by namnożyć wiele. Miedzy innymi gwałt. Bo czy można czuć się wolnym po tym jak ktoś siłą i wbrew naszej woli zdobywa nasze ciało? Fizycznie – tak, ale psychicznie ofiary tego rodzaju przemocy stają się jej więźniami często na zawsze.
Wie o tym Alice Sebold, autorka swojej autobiograficznej książki pt. „Szczęściara”. Opisuje w niej to co przydarzyło jej się pewnego razu, gdy wracała wieczorem do akademika. Idąc ciemnym zaułkiem, została napadnięta przez rosłego mężczyznę, a następnie po dłuższej chwili szamotaniny – zgwałcona. Choć od tego wydarzenia do momentu wydania ksiązki minęło wiele lat, opowiedziała o wszystkim z bardzo dużą dokładnością. Nie pominęła żadnego szczegółu, żadnego słowa i żądania przestępcy…
Dalej opisała swoje życie z brzemieniem gwałtu ciążącym na jej duchu, rodzinie, edukacji i karierze zawodowej. Mimo, że usiłowała odciąć ten czarny moment od reszty swojej codziennej egzystencji, próbowała poniekąd od tego uciekać to nigdy jej się to w pełni nie udawało. Stała się niewolnicą swojej przeszłości i swojego „kata”.

Jak łatwo się domyślić to nie jest lektura łatwa i przyjemna – pełna brutalności i
dosadnych, (czasem) wulgarnych słów. To nie jest też lektura, na koniec której można pozostać z obiektywnym zdaniem na jej temat – to nie jest możliwe. Sama już na początku złapałam się na tym, że myślałam „Dlaczego tak zrobiła? Przecież ja bym…” No tak…ale co ja bym zrobiła? Czy można w ogóle sobie wyobrazić swoje zachowanie w takiej sytuacji? Może i można, ale nikt nie wie na ile ono mogłoby być prawdziwe.
Wiele jej posunięć kłóciło się z moim tokiem racjonalnego myślenia, ale…to inna mentalność i przede wszystkim inna kobieta. Dlatego ostatecznie odpuściłam jakąkolwiek ocenę jej zachowań, uspokoiłam się i doczytałam do końca.

Czy warto kończyć tę lekturę i nie poddawać się już na samym początku? Absolutnie warto. Dopiero tam autorka mówi dlaczego tak ważne jest by rozmawiać o takich traumatycznych przeżyciach, jak bardzo to jest istotne dla słuchającego i opowiadającego.

licznik odwiedzin




NAPISZ DO MNIE





Lubię czytać



Spis moli



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...